Archive for the ·beauty of living things· Category...

Hibernating Beauties

The weekend is coming to an end. Hope you guys are having a great time. Two days off work is never enough for me, especially with long walks that I’m attempting every day to keep my FitBit happy. The strange weather continues. It’s freezing cold with a temperature inversion happening, so our whole meteorological world is turned upside down. It’s cold and foggy in low elevations and bright and sunny in the higher ones. Thankfully, we live a little higher and the sun keeps us company, but entertaining a walk yesterday in the nearby park was a gloomy, milky experience. The nature is still fast asleep everywhere. The hydrangeas withstand the weight of the snow that doesn’t want to melt and hibernate peacefully under their snowy covers. I guess, I should let them and just wait for the nature to run its course – not an easy task. When it concerns spring, I want to meddle. Sigh!

20110226_GosiaMaj-SigWithDaisy

20130120_HibernatingBeauties

Weekend się powoli kończy – mam nadzieję, że mija on Wam milutko. Dwa wolne dni to zdecydowanie za krótki czas, żeby odpocząć, zwłaszcza że spacery zabierają mi masę tego wolnego czasu, ale czego się nie robi, żeby FitBit był zadowolony. Dziwna pogoda nadal u nas trwa. Jest mroźno, a do tego inwersja temperatury postawiła cały nasz meteorologiczny świat na głowie. Zimno i mgliście nisko, ale za to jasno i słonecznie jak się mieszka trochę wyżej. Na szczęście słoneczko dotrzymuje mi towarzystwa, ale wczorajszy spacer w pobliskim parku odbył się prawie po omacku. Zdążyłam jednak przyuważyć, że natura jeszcze drzemie. Hortensje przykryte śniegowymi kołderkami wyglądają nawet przytulnie i nie przeszkadza im, że ten śnieg nie chce topnieć. No cóż, czas bym powstrzymała swoje wiosenne zapędy i pozwoliła przyrodzie przejść jej odwieczny cykl. Oj, nie będzie to łatwe, bo gdy przychodzi do wiosny, to staję się potężnie niecierpliwa i wścibska. Ohhh!
20110226_GosiaMaj-SigWithDaisy

Pear Me Up…

… with this pear perfection. They are so inviting in their golden ripeness and impossibly delicious in their amazing sweetness. Simply irresistible!

Niecierpliwie sięgam po gruszkę. Owoce przyciągają złocistą skórką, co to podpowiada jak są słodkie i dojrzałe. Nie umiem się im oprzeć.

It’s the Weekend At Last!

By golly, the weekend is finally here! I couldn’t be more relieved, more excited, or more hopeful. The working hours are devoid of creativity and I was just about to lose the inspiration that’s still timidly lurking in me. Thankfully, this Saturday rolled about, with brilliant sunshine forecasted for today, and the whole week ahead, and that’s all I’m asking – some bright light, a few flower stems, and a couple days of mental reprieve, Happy Weekend, Friends!

Wreszcie weekend! Ucieszona jego wizją, przywitałam go z ulgą, wypełniona nadzieją na pespektywy związane w wolnym czasem jaki przynosi. Te wszystkie długie godziny spędzone w pracy pozbawione są wszelkiej kreatywności i zanosiło się na to, że na dobre stracę inspirację i pewne drobne twórcze zamysły, które chodzą mi po głowie. Na szczęście, nadeszła upragniona sobota, wypełniona po brzegi słońcem, z prognozą na więcej słońca na cały przyszły tydzień, więc czego chcieć więcej. Wszystko czego mi trzeba do szczęścia to dobre światło, kilka kwiecistych gałązek i ze dwa dni mentalnego wytchnienia. Życzę Wam wszystkim miłego weekendu!

When Orderly Is the Way

I’ve been ambushed by the commencement of the school year. Out of nowhere came wake up calls at 6:00am, long hours in classrooms, and overall chaos accompanying the first few days of school. The returns home after school didn’t prove much more beneficial. The disorganization prevailed, supported by the feeling of exhaustion, and the need to sit idly for a really long time. This is, more or less, the snapshot of my life all last week. Stagnation. But such a state of affairs could only last for so long before the life’s strands would start fraying on me. So I pulled myself together a bit, added much needed gym presence to the schedule, and though I finish my days with the feeling of absolute physical exhaustion, mentally, I’m quite content – thank you very much. Well, the sunshine outside doesn’t hurt either. The nice weather calls out for walks in the afternoons, and this is where upon spotting this spider web, I was nudged to change a few things, so now the orderly and the deliberate is the way.

Początek roku szkolnego przyczaił się na mnie i dopadł mnie tak ukradkiem. Nagle zaczęły się pobudki o 6-tej rano, długie godziny w klasie i ogólny chaos, jaki zwykle się zdarza gdy zaczyna się szkoła. Powroty do domu nie były wcale lepsze, bo zapanował stan całkowitej dezorganizacji, któremu towarzyszyło poczucie wyczerpania i potrzeba spoczywania w bezruchu przez długie godziny. Tak, mniej więcej wyglądał mój cały zeszły tydzień – po prostu marazm. Taki stan nie mógłby jednak trwać zbyt długo, bo nitki życia zaczęłyby się szybko strzępić. To też wzięłam się trochę w garść. Dorzuciłam do harmonogramu dnia niezbędnie konieczne wizyty na sali gimnastycznej, i choć fizycznie, z końcem dnia, padam na nos, to mentalnie wszystko wokół zaczyna nabierać rumieńców. Oczywiście, słoneczna pogoda tylko ułatwia poprawę samopoczucia, zachęcając do spacerów, bez których nie natknęłabym się na tę pajęczynę co to posłużyła mi jako metafora na życie – choć delikatne, to całkiem rozmyślne i uporządkowane.

Comments Off

Pink Fantasy

Just when I thought that all that’s left for me to do is to settle down for winter, or at best, to cozy up with the fall that’s around the corner, M. cut for me a few stems of the “Pink Fantasy” clematis growing on her deck and the spirit of the summer was vehemently restored. Long Live Summer!

Gdy już myślałam, że nic innego mi nie pozostaje jak tylko przygotować się na zimę, albo w najlepszym przypadku, wtulić się w fałdy nadchodzącej jesieni, M. ucięła mi kilka gałązek powojnika rosnącego na tarasie, i lato na nowo zapanowało w sercu. Niech Żyje Lato!

Comments Off

Is this the End of the Summer?

I can’t believe I’m even asking this question. Oh, I so don’t want the summer to end! Thankfully, upon my return from Arizona, I was greeted by some lovely weather in Vancouver, so my summer nostalgia got postponed for a little bit. But nostalgic I will become, because this summer did not quite fulfill my desires for travel in far off places, for vacations near white beaches and warm seas, for long evenings spent with family and friends on decks and patios. The two months I had off, just flew by in a blink of an eye and I struggle not to feel too bummed out about it. As a remedy I walk around the town with a camera in hand and catch little glimpses of the summer – the summer that has NOT quite ended yet!

Czy to już koniec lata? Rugam samą siebie, że nawet śmiem wymówić te słowa. Och, jak pragnę, żeby to lato trwało bez końca. Powrót z Arizony nie był nawet taki straszny, bo Vancouver przywitał mnie prawdziwie letnią aurą, więc poczucie straconego lata chwilowo mi się odwlekło. Wiem jednak, że te myśli wrócą do mnie w pośpiechu przy pierwszym vancouverskim deszczu, bo to lato nie zadośćuczyniło moim marzeniom o podróżach w dalekich lądach, o wakacjach na białych plażach i przy ciepłych morzach, czy o długich wieczorach spędzanych na tarasach z rodzinką i przyjaciółmi. Te dwa wolne od pracy miesiące minęły w oka mgnieniu i z całych sił próbuję się tym faktem nie przejmować. Sposobem na poprawę humoru jest długi spacer z aparatem w ręce. Tak też więc chodzę i wykradam obrazki tego lata, które jeszcze tak całkiem nie przeminęło.

Staying Cool

OMG, it’s hot and the heat records are breaking. Yesterday thermometers registered 118ºF / 48ºC where I am, and let me tell you, your routine changes instantly when faced with such heat. The first thing I notice is that I’ve turned into a sleuth, moving cautiously, very slowly, to not exert any more energy that is absolutely necessary to do the thing that needs to be done… like walking to the refrigerator to get a glass of icy water. The thunder storm that came around last night didn’t do a smidgen of difference, as the rain didn’t even make it to the ground, just evaporating in the mid air. You would think nothing can survive this heat, but when I went for a walk this morning, I was in awe to find all these beautiful and totally undisturbed plants – still blooming, still vibrantly green, still ready to give the life-saving shade.

O Boże! Jest niemożliwie gorąco i padają rekordy. Wczoraj termometry zarejestrowały 48ºC w mojej okolicy i natychmiast cała moja dzienna rutyna uległa zmianie. Pierwszym sygnałem, że dzień będzie wyglądał inaczej, było nagłe zrozumienie, że jak leniwiec, poruszam się bardzo powoli, z uwagą, żeby nie wykonać zbędnych ruchów i tylko zrobić to, co jest absolutnie konieczne do przeżycia – jak doczłapanie do lodówki po szklankę lodowatej wody. Burza, która przyplątała się wieczorem nie zrobiła najmniejszej różnicy, bo deszcz nawet nie doleciał do ziemi, parując w powietrzu. Pomyślałoby się, że nic nie jest w stanie przetrwać takiego skwaru, tymczasem, gdy wyszłam dzisiaj na spacer wczesnym porankiem, z niedowierzaniem patrzyłam na te piękne i nieporuszone rośliny – ciągle kwitnące, ciągle zielone i ciągle gotowe użyczyć zbawiennego cienia.

Garden Loot

How many times can I be excusing myself? I guess, not many more now. I’m still insanely busy in the garden, taking into consideration that the forecast promises “extreme heat” starting tomorrow throughout all next week, I want this garden clean by tomorrow, so I can sit inside a cool home and admire the blooms through the patio door, laughing at the heat. I know, doesn’t sound much like fun, right. Even the nights don’t bring much reprieve here, as the temperature registers 90ºF at the lowest point. Crazy!… Told you!
I’ve trimmed all the oleander bushes today, receiving in return for my hard work these gorgeous oleander flowers with which, I wish to send you off to a lovely weekend that you deserve so much. See you tomorrow!

I znowu czas na wymówki, bo dni uciekają mi tutaj jak z bicza trzasnął. Niech Wasza cierpliwość do mnie jeszcze trwa, bo pracuję ciężko w ogrodzie bez wytchnienia, a muszę skończyć czym prędzej bo zapowiadają “ekstremalne temperatury” na cały przyszły tydzień, począwszy od jutra. Pragnę już bardzo zasiąść sobie wygodnie w chłodnym domu i podziwiać ogród przez drzwi ogrodowe, nic sobie z upału nie robiąc. Nawet noc nie daje mi tu ulgi, bo najniższe notowane temperatury nocne to ciągle jeszcze 32ºC. Szaleństwo, nieprawdaż?
Tymczasem dzisiaj przycięłam oleandry przed domem, które to w zamian obdarowały mnie ogromną ilością oleandrowych kwiatów. Szybko uwiłam je w prosty bukiecik i jego właśnie ślę Wam wszystkim, życząc Wam wspaniałego, ciepłego, letniego weekendu, pełnego dobrego wypoczynku i swobody. Do jutra!