I have actually stopped looking. Looking for these first, the most awaited blooms that pop out unexpectedly from the heavy, water-soaked ground, at the time when the winter is still cozily settled in, and we, generally, dare not think “spring”, as we know better that the spring still has to be longed for.  I have become impervious to the images, or mentions of spring.  As I reason it’s not the spring time yet, I accept the friendly tease from my Californian blog friends, but generally ignore their cheerful spring banter. Until today. Today, coming back from work, I was faced with these snowdrop beauties growing at the entrance of the house, quietly enjoying the eastward exposure, away from wind, sheltered from the frost by the wall, and giving away their most gorgeous flowers with all the courage and might they could muster.

Już przestałam czekać. Czekanie na te pierwsze kwiatki wschodzące dzielnie z przesiąknietego wilgocią gruntu wydaje się stratą czasu, gdy zima ciągle jeszcze panuje wokół. Wiadomo przecież, że na wiosnę dopiero przyjdzie czas. Nie mają więc wpływu na mnie ani obrazki, ani napomknięcia o wiośnie. Tłumaczę sobie, że skoro to nie wiosna jeszcze, więc moge puszczać mimo uszu uwagi o wiośnie z ust moich kalifornijskich koleżanek blogerek i konsekwentnie ignorować ich radość z racji tego, że ich życie jest o wiele przyjemniejsze w temperaturze +20 stopni C. Tak było do dzisiaj. Dzisiaj, natomiast, przy powrocie z pracy, spostrzegłam te niczym nie zapowiedziane przebiśniegi, które rosną sobie cicho przed domem, okryte od wiatru, strzeżone od mrozu. Zatrzymałam się więc w pełnym podziwie dla ich niepośledniej siły przebicia i kwiecistej odwagi.

Related Posts with Thumbnails