The Vancouver Canucks, the hockey team we stay loyal to despite the many recent heartbreaks, has lost another game in the Stanley Cup series and I honestly couldn’t take the tension. Instead of biting my fingernails off in front of the TV and listening to A.’s complaints about lousy referees, I took off for a walk in our new neighbourhood in Queen Creek, Arizona. I’ve been admiring the slender beauty of the palo verde tree for a long time with its green barkless trunk, but I’ve never known how gorgeous it looks when it blooms. Well, I’ve had no idea it bloomed at all, until today that is. The flowers transformed the whole neighbourhood into a yellow-carpeted posh scene. It looks really lovely, even the desert cottontail rabbit likes it.

Drużyna hokejowa z Vancouver, Canuks, której to jesteśmy wierni mimo wielu zawodów ostatnio, przegrała kolejny mecz w serii o Puchar Stanleya, a ja nie mogąc znieść tego hokejowego napięcia, i zamiast obgryzać paznokcie w stresie i wysłuchiwać jak A. złorzeczy na sędziów, wyruszyłam na spacer po naszym nowym sąsiedztwie w Queen Creek, w Arizonie. Już od dawna podziwiałam uroki drzewa palo verde (“zielone drzewo” po hiszpańsku), bo jego zielony, bez-korowy pień wygląda doprawdy egzotycznie. Czego nie wiedziałam, to to że palo verde kwitnie cudnie i obleczone jest ogromną liczbą złoto-żółtych kwiatów, które spadając przyzdabiają ulice puszystym złotym dywanem. Wygląda to ślicznie, z czym zgadzają się też lokalne pustynne króliki (ich nazwa w dosłownym tłumaczeniu z angielskiego brzmiałaby “Bawełniany Ogon”). Faktycznie, gdy ten ze zdjęcia postanowił w końcu przestał mi się przyglądać i pokicał w swoją stronę, to od tyłu wyglądał jakby mu ktoś przykleił bawełnianego kwiatka do pupy.

Related Posts with Thumbnails