Archive for 2012...

Knit While You Can

Comfortably stretched in my bed, equipped with a laptop, an e-reader, a book, magazines, and the knitting needles I succumb to a cold and patiently await when it leaves me alone. The downtime actually feels good, so I knit while I can, hoping that one day soon I’ll have all the 400 pieces I need for the knitted granny square afghan I have in mind. When will it be ready, you ask? Let me see… having 114 pieces made already, knitting on average 2 per night, have 143 days to go, and will be finished on April 1, 2013. If I only could stay in here a little longer, with the hot chocolate served and the NPR station (KPLU Tacoma-Seattle) streaming jazz live, I’d have the afghan made by Christmas. Wouldn’t that be nice?

Rozgoszczona wygodnie w łóżku, wyposażona w notebooka, w eReadera, książkę, czasopisma i druty, poddaję się przeziębieniu, cierpliwie wyczekując aż mnie opuści. Ten relaks czyni mi wiele dobrego, więc wymachuję drutami z zapałem póki czas mi na to pozwala, w nadziei, że już niebawem wydrutuję wszystkie 400 kawałków na narzutę, która mi się marzy. Kiedy będzie gotowa, pytacie? No zobaczmy, gotowych mam 114 kawałków, średnio robię dwa kwadraty przy telewizji wieczorkiem, więc gdy będę gorliwie pracować w tej dziedzinie przez następne 143 dni, to narzuta będzie gotowa do zszywania 1-ego kwietnia 2013. Marzy mi się móc pozostać tutaj znacznie dłużej, niż będzie mi to dane, bo dobrze mi tu jest mimo bolącego gardła. Luksus tego relaksu, gorąca czekolada, jazz delikatnie dopasowany do nastroju płynący na żywo z ulubionej stacji radiowej z Seattle pozwoliłby mi, z pewnością, mieć tę narzutę gotową już na Święta.

Comments Off

The Remains of the Summer

How many days are left till summer? Too many, I know. I suddenly felt a pang of summer nostalgia while cleaning the balconies for winter yesterday, and finding this forgotten twig I scooped while on a walk with A. in early September. At the time it seemed the summer would never end. It did, however, leaving me with a few precious memories and a fancy cob web. Hope your weekend is going well. Mine is remarkably quiet.

Ile dni pozostało do lata? Niestety, zbyt wiele. Wczoraj, sprzątając balkony na zimę, znalazłam tę zapomnianą gałązkę i poczułam ogromną tęsknotę za latem. Znalazłam ją na spacerze z A. jeszcze we wrześniu, kiedy to zdawało się, że lato się nigdy nie skończy. Jak wszystko co dobre, co kończy się wcześniej niż byśmy sobie tego życzyli, skończyło się też lato, pozostawiając mnie z kilkoma słodkimi wspomnieniami i tą dziwną pajęczyną.
Mam nadzieję, że weekend mija Wam miło. Mój jest nadzwyczajnie cichy i spokojny.

Falling for Fall

Fall entered my house finally. I let it in begrudgingly. Showed it the door to my bathroom and this is where it, and I, cozied up, spending the time together. The long soaks do me good.

Jesień w końcu też i u mnie zawitała. Wpuściłam ją do domu niechętnie. Pokazałam jej drzwi do łazienki, i tam też się umościła. A ja z nią. Długie i nie spieszne kąpiele czynią mi wiele dobra.

Watch Your Step!

Not necessarily, of my own volition, but I learned not to trample the fruit’s of one’s labour. Since fall seems to work so hard to create its colour palette, I watch my step carefully when walking.

Niekoniecznie z własnej woli, ale przyuczyłam się, żeby szanować pracę innych. Ponieważ jesień wkłada wiele wysiłku na stworzenie wszystkich tych nieoczekiwanych kolorów w swojej jesiennej palecie, to zwracam uwagę gdzie stąpam.

Comments Off

Through the Looking Glass

In the rainy darkness that surrounds, I’m seeking light to lessen the burden of heavy clouds that push their way onto me, to lighten up the mood, to play with colours. The light filtered and reflected through the glassy ambers and the greens and the aquamarines, make me think of summer and I smile ever so imperceptibly.

W tej słocie co przytłacza szukam światła by odciążyć nieco duszę od ciężkich chmur kłębiących się nad głową, by rozświetlic nastroje choć o odrobinę i by pobawić się trochę kolorami. Przefiltrowane i rozproszone światło przecieka gorliwie przez szklane bursztyny i akwamaryny i przywołuje lato w pamięci. Myśl, do której bezwiednie się uśmiecham.

Like a Painting

There are not many outdoor places in this climate that I’d chose to frequent at this time of the year. As the rain is coming down hard, the only spot that it doesn’t seem to matter is in the Pacific Northwest rainforest itself. It’s dripping with moisture, and yet it’s so sheltered that you actually don’t get wet there. It’s luscious, with soft green moss covering just about every available surface. Its sounds insulated by the woodchip-covered trails are nothing more but the squeeking of the hundred-year old cedar trees, the chirping of birds that opt to spend the winter here, the laughter of chipmunks, and the splattering of the rain droplets steadily falling on the inflamed leaves. It’s a symphony composed ad hoc, it’s a painting that gets painted just for you, on entry.

W tę deszczową porę, w tym klimacie, nie ma miejsc, do których tęsknię, z wyjątkiem lasu. To że deszcz leje bez wytchnienia nie ma znaczenia gdy się jest w okolicznych puszczach, bo jak dżungla ociekają wodą, ale jednocześnie chronią przed przemoknięciem grubą koroną drzew. Puszyste mchy co oblekają każdą wolną powierzchnię tworzą nadzwyczajną bajkową atmosferę, wyciszając dźwięki i tonując skrzypiące stuletnie cedry, napastliwe ćwierkanie ptaków, którym nie w głowie przeloty do ciepłych krajów, wyśmiewanie się wiewiórek tamiasów i pluskanie kropli spadających na czerwieniejące liście. To jest na żywo komponowana symfonia i obraz malowany na Twoich oczach, zaraz na wejściu, bez czekania, i specjalnie dla Ciebie.

Sweet Returns

It’s sweet to return and bitter to wonder off, as I have, for more than a month. The days of my life passed without much significance. I dealt with life’s highs and lows in a predictably human way during that time. It was a much needed break for me and essentially, there was not much I could share with you, thus I stayed away. In a nutshell, between daily early rising hours, work, gym, ugly weather, a sick kitty, and my anemic tendencies – I felt totally uninspired and physically lethargic for most of that time. The camera stayed packed, I stayed insides, my mind stayed clogged, and my blog stayed neglected. Fortunately, the inspiration started to return and I owe it to our quick visit to warm Arizona, where I felt the warmth of the sun on my skin again and everything began to make sense anew. The hummingbirds thought nothing of returning to the sweet nectar that wasn’t there for months, so I decided to think nothing more of returning to my sweet blog as well, hoping, you’ll take me back.

Słodkie są powroty, a gorzkie odejścia. Unikałam Majologii przez miesiąc. Dni mijały nie pozostawiając za sobą żadnego konkretnego znamienia. Uporałam się z życiowymi radościami i smutkami w zwykły ludzki sposób, systematycznie i konsekwentnie, ale nie tak ulotnie, żeby o tym pisać. Przerwa zrobiła mi dobrze, bo dni wypełnione zrywaniem się ze snu na długo przed słońcem, pracą, salą, dżdżystą pogodą, chorą kotką, anemicznymi tendencjami pozostawiały mnie mentalnie – bez inspiracji, a fizycznie – bez krzty energii. Aparat pozostawał skrzętnie zapakowany, ja pozostawałam zamknięta w czterech ścianach, umysł tkwił bez ruchu, a blog stał zaniedbany. Na szczęście, inspiracja powoli zaczęła powracać, czego główną zasługą był nasz szybki wypad do Arizony, gdzie ciepłe słońce potrafi wyleczyć i ciało i duszę. Tak więc wszystko zaczęło nabierać na nowo kształtów i celu. Kolibry nie tkwiły w rozterce czy powrócić do słodkiego nektaru po dwóch miesiącach nieobecności, to i ja postanowiłam nie tkwić w rozterce czy wrócić do mojego słodkiego blogu po jednym. Słodkie są powroty!

Pear Me Up…

… with this pear perfection. They are so inviting in their golden ripeness and impossibly delicious in their amazing sweetness. Simply irresistible!

Niecierpliwie sięgam po gruszkę. Owoce przyciągają złocistą skórką, co to podpowiada jak są słodkie i dojrzałe. Nie umiem się im oprzeć.