Archive for March, 2012...

Verdant with Herbs

This is, without the doubt, my most favourite spot in our garden, the place where herbs abound even at Christmas time. The herbs grew with intensity under the warm, Arizonian sun, so eventually they had to be dried – enter my new herb drying rack, yes, again, in ultramarine.

Jeśli miałabym wybierać, to zdecydowanie, to jest moje najbardziej ulubione miejse w ogrodzie – zakątek, gdzie ziół jest bez liku nawet w grudniu. Ziółka rosły nad wyraz intensywnie w ciepłym arizońskim słońcu, więc nadszedł i czas na ich suszenie. Tak też zdała egzamin moja nowa prowizoryczna suszarka do ziół. Oczywiście, ponownie w kolorze ultramaryny.

Reviving Ranunculus

I felt it was my duty to bring the fading beauty of the yellow ranunculus that I received as a hostess gift from B. to its former glory, but nothing seemed to work. The next best option was to surround it with some colour, so I made the board from the left-over pallette boards and painted it this sassy ‘clearly deep ultramarine’, (something needs to be said about the people who name paint colours – some of them are just plain weird!), and we both instantly felt revived. I think you’ll be seeing this board a lot in the next few days as the background for the pics I have in mind. Doesn’t it spell s*u*m*m*e*r?

Czułam, że było to moje zadanie przywrócić ten pełnik do wcześniejszej piękności, bo z trudem patrzyłam jak ten piękny wiosenny kwiat, upominek od B., zmaga się z letnim, arizońskim słońcem. Nikt jednak nie pomagało. Wymyśliłam, że tylko żywy kolor może zaradzić sytuacji i szybko zbiłam z desek tę powierzchnię, która ma mi służyć za tło do zdjęć, i od razu oboje, ja i kwiatek, poczuliśmy się lepiej. Nie da się ukryć, że jest coś w tych kilku deskach niesamowicie wyzwalającego, totalnie optymistycznego. L*a*t*o!

All Eggs in One Basket

Yes, the title to this post might be the metaphor for a certain decision I’ve made recently, but hopefully, it’ll not come to that. I’d rather tell you about the eggs… and the other produce that I’ve sought while in Arizona. Quite appropriately, with Easter arriving in a short week, we zealously indulged in fresh eggs. And, fresh they were. The first time I visited Mary’s little homestead after finding her on Craigslist, I was smitten with her little team of obliging hens. I couldn’t dream of fresher eggs as she was filing my egg basket physically lifting hens while they were laying eggs and taking still warm eggs from under them. They didn’t seem to mind, though. There also was one hen that was hatching eggs and this, too, was amazing to watch, because she let me peek under her belly so I could see the pecking marks on egg shells ready to crack. I can’t tell you how enjoyable this experience was for me, and to top it all, not able to give me some change for the eggs I bought, Mary offered to give me freshly picked oranges and grapefruit, instead. How cool is that?

Tytuł tego odcinka może zabrzmieć jak metafora do decyzji ostatnio przeze mnie podjętej. Na szczęście nie ma przysłowiowego odpowiednika w języku polskim, więc pisać o niej nie będę, za to chętniej opowiem o świeżych jajkach i innych produktach, których to aktywnie szukamy tutaj w Arizonie. Ponieważ Wielkanoc już tak blisko, to jajka, jak przystało na te święta, były w centrum uwagi. I nie jakieś tam jajka, tylko bardzo świeże jajka, tak świeże, że świeższych już nie mogę sobie wyobrazić. Gdy poraz pierwszy odwiedziłam wiejską zagrodę Mary, natychmiast otoczenie przypadło mi do gustu, z całą tą jej hodowlaną menażerią – kurami, kaczkami, koniami, kucykami, fantastycznym ogrodem i mnóstwem drzew cytrusowych. Jajka zbierała do koszyka podnosząc kury z gniazd i wybierając spod nich dopiero co zniesione i jeszcze ciepłe. Żadna z kur nie protestowała, a wręcz przeciwnie wydawały się być dumne i zadowolone z takiego obrotu sprawy. Była tam też kurka, która cierpliwie wysiadywała jajka, i która też nie miała nic przeciwko temu, żebym podlądała jak spod brzucha wyglądają młode kurczaczki, jak i te, co to dopiero się przez skorupki przebijają. Całe to doświadczenie było po prostu niewiarygodne, a już totalnym uwieńczeniem był moment, kiedy to Mary zabrakło reszty na wydanie po opłaceniu jajek, i którą to resztę oddała w zrywanych na moich oczach pomrańczach i grejfrutach.

Hail to the Sun

Hello my Dear Friends… I am sure you wonder where I have been these last two weeks.
Well, life has been fabulously fun of late and I’ve been keeping myself busy with family and friends throughout the spring break. As I’m finished entertaining, I’m far from finished worshiping the Arizona sun, which is embodied best, and with true finesse, in different forms of citrus that abounds around here. Unfortunately, the citrus season is coming to the end, as do our vacations, but there is nothing more refreshing than a little sunshine in early spring months. I feel so refreshed and energized and I hope you got that spring feeling, too. I’ll be back tomorrow, reporting on all things Arizonian. Until then. Hugs. xoxoxo

Witajcie, Moi Drodzy! Pewnie już wątpiliście, że kiedykolwiek powrócę na Majologię po ponad dwóch tygodniach nieobecności. Donoszę więc niezwłocznie, że życie było pełne wrażeń i miłych chwil, jako że spędzaliśmy przerwę wiosenną w towarzystwie rodzinki i przyjaciół, co wypełniało nam czas po brzegi. Już skończyły się wizyty, ale nie skończyło się jeszcze nasze ubóstwianie arizońskiego słońca. To natomiast, jest najlepiej zaprezentowane w formie tych niemożliwie słonecznych cytrusów, których wokół bez liku. Niestety i ich czas zbliża się ku końcowi, jak i nasze wiosenne wakacje, ale jestem tak cudnie wypełniona słoneczna energią i ogólnym poczuciem wiosennej odnowy, że tylko marzę, że i Wy czujecie się podobnie. Do jutra zatem, kiedy to zapodam w skrócie co to się działo u nas w Arizonie przez ostatnie dwa tygodnie. Trzymajcie się ciepło. xoxoxo

Seedy

I thought I should bake some bread today. The thought doesn’t come easily to mind these days at this 82ºF (27ºC) weather, but we’re having some company here and I presume more time will be spent around the table chatting and nibbling. Thinking which bread to chose, I thought of sourdough, naturally. Then I thought that toasted seeds are such a nice complement to the chewy and crusty bread, thus came this variation with sunflower and sesame seeds. See if you like it.

 

 

Sesame and Sunflower Sourdough Bread
Ingredients:
1200 grams bread flour
400 grams 100% hydration sourdough starter
880 grams water
2 3/8 grams active dry yeast
22 grams sea salt
2 handfuls of sunflower seeds, toasted
1 handful of white sesame seeds, toasted
1 handful of black sesame seeds, toasted

Method:
1. Mix flours, water, sourdough starter, and yeast in a mixer bowl on the lowest speed setting for about 2 minutes.
2. Cover and let rest for 15 minutes, then add salt and continue mixing/kneading the dough for 5 minutes on medium speed, then 3 more minutes at a higher speed until the dough is nice, smooth and elastic.
3. Add the seeds and mix on low speed until well incorporated, then place it in an oiled bowl and cover.
4. Leave it to rise for 2 hours (you can do a fold after an hour, but it is not necessary).
5. Place the dough in the fridge for several hours or overnight. This step isn’t necessary but it will improve the taste of the bread.
6. Place the dough on a floured counter top, cut in to 4 equal parts, form first balls, and then battards.
7. Place the breads in a floured couche and leave to rise for 1 hour and 30 minutes.
8. Preheat oven to 250°C or 482°F one hour before the proofing time is over.
9. Score each bread before placing them in the oven for 30 minutes and bake with steam.
10. Let cool on the rack before cutting.

This bread will be submitted to YeastSpotting, a weekly bread-baking roundup at Wild Yeast.

 

Pomyślałam, że należałoby upiec jakiś chleb dzisiaj. Taka myśl nie nasuwa się łatwo w tym 27-stopniowym upale, ale ponieważ mamy gości w domu, to podejrzewam, spędzimy więcej czasu przy stole, na pogaduszkach i podjadaniu. Oczywiście, musiał to być chleb na zakwasie, najlepiej jeszcze z przypieczonymi nasionami. Takim oto sposobem powstał ten chleb z sezamem i słonecznikiem. Wypróbujcie!

 

 

Chleb na zakwasie z sezamem i słonecznikiem
Składniki:
1200 g mąki chlebowej
400 g pszennego zaczynu (100% nawilżenia)
880 g wody
2 3/8 g suchych aktywnych drożdży
22 g soli morskiej
2 garstki przypieczonych nasion słonecznika
1 garstka przypieczonych nasion białego sezamu
1 garstka przypieczonych nasion czarnego sezamu

Sposób przyrządzania:
1. Połącz makę , wodę, zaczyn i drożdże w misce miksera i wyrabiaj przez 2 minuty na najniższych obrotach.
2. Przykryj i pozostaw do nawilżenia przez 15 minut, po czym ponownie wyrabiaj przez 5 minut na średnich obrotach, a następnie przez 3 minuty na wysokich obrotach, aż uzyskasz gładkie i elastyczne ciasto.
3. Dodaj nasiona i wymieszaj na wolnych obrotach aż do połączenia z ciastem. Następnie przełóż ciasto do miski lekko wysmarowanej oliwą i przykryj.
4. Zostaw do wyrośnięcia na 2 godziny (możesz zamieszać ciasto po godzinie, ale nie jest to konieczne).
5. Umieść ciasto w lodówc na kilka godzin, albo jeszcze lepiej przez noc. Ten krok nie jest konieczny, ale zdecydowanie polepsza smak chleba.
6. Przełóż ciasto na stolnicę, podziel na 4 równe części, uformuj najpierw kulki, a następnie bochenki.
7. Połóż chlebki miedzy fałdami ścierki lnianej, w którą wcześniej wtarła(e)ś kilka garści mąki i pozostaw do wyrośnięcia na 1 1/2 godziny.
8. Nagrzej piekarnik do 250°C na godzinę przed zakończeniem wyrastania chleba.
9. Natnij każdy bochenek i umieść w wypełnionym parą piekarniku na 30 minut.
10. Pozostaw do pełngego wystygnięcia.

Happy on His Birthday

The sweet doing-nothingness has enveloped us on this blessed Sunday afternoon in warm and sunny Arizona. As it’s A.’s birthday today we welcome the leisure, we cherish the gorgeous weather, and we wait for the cozy birthday night in with the dinner that’s in the making. Happy Birthday, Baby!

Słodkie bezrobocie opanowało nas w to boskie niedzielne popołudnie w słonecznej Arizonie. Jako, że dzisiaj są urodziny A., z uwielbieniem oddajemy się relaksowi, ciesząc się tą niezwykłą dla nas, letnią pogodą, w oczekiwaniu na przytulny wieczór urodzinowy w domu z kolacją w ogrodzie przy świecach.
Życzę Ci, Kochanie, wspaniałego dnia!

Spring or Summer?

Happy to report that the lavender is growing like crazy in my Arizonian garden. Yes, we’re in Arizona again, and I couldn’t be happier about it. I was jobless this past week, due to the teachers’ strike in British Columbia, so instead of waiting for the labour dispute to resolve two days before the spring break, we took off sooner than planned and I think it was a smart move, because all my senses tell me, it’s the right time to be here. Actually, I feel as if I’ve entered the paradise. The lavenders bloom as if it were July in regular season, the temperatures are overwhelmingly agreeable, and the life is easy again. I know, I’ve been away a lot recently, but I plan to amend this faux pas of mine and I’ll report dutifully and daily from now on. Hope you’ll all tune in as I try to sort this basic conundrum out. Is it spring, or is it summer?

Z radością donoszę, że lawendy kwitną jak opętane w naszym arizońskim ogrodzie. Otóż ponownie zawitaliśmy w Arizonie i nic chyba nie może uczynić mnie bardziej szczęśliwą. Cały ten ostatni tydzień byłam bez pracy, z powodu strajku nauczycieli w Kolumbii Brytyjskiej. Więc, zamiast wyczekiwać aż ta nierozwiązywalna debata zostanie rozwikłana na dwa dni przed feriami wiosennymi, postanowiliśmy ruszyć w drogę wcześniej, co okazuje się być mądrym rozwiązaniem, bo wszystko podpowiada mi, że jest to idealny moment na spędzenie kilku wiosennych tygodni (albo letnich, jak kto lubi) własnie tutaj. Nie wątpię, że instynkty podpowiadają mi słusznie, bo mam poczucie, że jesteśmy w raju. Lawendy kwitną jakby to był lipiec, temperatury są nadzwyczaj przyjazne, no i życie jest znowu takie łatwe. Zdaję sobie sprawę, że ponownie zalegałam z obecnością na Majologii, ale śmiem twierdzić, że wszystko to skutecznie naprawię, składając dzienne raporty z pobytu w Arizonie. Mam nadzieję, że dacie się namówić na wizytę, gdy to ja spróbuje rozwiązać pewien dylemat. Czy to jest wiosna, czy to już lato? Obawiam się, że odpowiedź nie jest taka znowu jednoznaczna.

On the Rainy Monday Morning

On this rainy Monday morning, the three things that save me are:
♥ the greenery and new flowers everywhere I look,
♥ the fact that I don’t need to go to work today,
♥ and the realization that only one week is left till spring break.
Hurrah!
Wishing you a good week ahead!

W ten poniedziałkowy, deszczowy poranek, trzy rzeczy są dla mnie zbawieniem:
♥ że natura wokoło wreszcie zaczyna nabierać kolorów,
♥ fakt, że dzisiaj nie muszę iść do pracy,
♥ i to, że już za tydzień zaczynają się ferie wiosenne.
Hura!
Życzę Wam dobrego tygodnia!

Related Posts with Thumbnails