Archive for September, 2011...

Bread Baking Buddies: Soft Pretzels

I’ve been doing a lot of twisting and turning over the weekend baking these delicious pretzels after I decided to be the Bread Baking Buddy this month for the famous Bread Baking Babes and their September leader, Elle, of Feeding My Enthusiasm. Once I heard what bread is being baked this month, I knew I was going to bake it, too. Why? Because I was raised on pretzels. Growing up in western Poland, very close to the German border, they were a common and abundant snack. Every bakery always had them fresh, soft or crisp – the crisp version being sold tied on a string, like this. I had to go through major bread withdrawals once we came to live in Canada not able to find breads that would taste like those back at home, until my adventure with bread baking started. But even then, I didn’t think I would be able to indulge my taste buds in a real pretzel, as I left these delightful moments solely for the times when I was visiting Poland. Little did I know that tasting the pretzel that Elle offered in her recipe, would revive my dormant taste memories in a rush. I felt transported immediately, both in time and space, tasting these delights and feeling like I was walking back home after school, biting on a snack that I knew was both delicious and comforting. If you feel you need some comfort on this rainy fall day, then I have a remedy for you. Go to Feeding My Enthusiasm, follow Elle’s recipe, eat the pretzels and rave about them to her (the raving is a given).
Note: Taking into heart Susan’s of Wild Yeast note about making pretzels larger so the knots wouldn’t close at rising, I made my dough ropes 20″-long before twisting them, thus yielding only 8 pretzels from the recipe, instead of 12.

Jesień już zawitała do nas na dobre. Miło więc było zaszyć się w ciepłej kuchni i upiec trochę chleba. Zadecydowałam przyłączyć się w tym miesiącu do Bread Baking Babes i podpatrzyć jak one pieką precle. Wypiek był nadzorowany przez Elle z Feeding My Enthusiasm. Precle przecież są nam dobrze znane, chociaż te sprzedawane w Kanadzie niczym nie przypominają tych naszych polskich, a obwarzanki są właściwie tutaj nie spotykane. Już nie raz wspominałam jak to dopóki sama nie zaczęłam piec chleba, to właściwie chleb nie wywoływał żadnego w nas entuzjazmu, jako że w większości był niesmaczny i raczej do chleba nie podobny. Ale nawet jak już produkowałam własne pieczywo, to precle nadal wydawały się raczej nieosiągalne i przyjemność ich zjedzenia była pozostawiona na wizyty w Polsce. Byłam więc potężnie zaskoczona gdy okazało się, że jeden gryz precla z przepisu Elle, natychmiast spowodował, że moje uśpione receptory smakowe doznały niebywałego nawrotu smakowych wspomnień z dzieciństwa, gdy z preclem w ręce maszerowałam po szkole do domu. Namawiam więc na wypróbowanie przepisu Elle na te miękkie precle, zwłaszcza że pogoda taka kiepska i deszczowa, więc kolacja w postaci ciepłego precla z miską smacznej zupy jest bardzo stosowna.
P.S. Zostawcie mi wiadomość, jeśli wymagacie przetłumaczenia przepisu na precle na język polski.

Apples

Apples everywhere! Even in my dreams, after we spent the morning visiting one of the apple orchard in the Fraser River Valley. The abundance of these red and green globes makes me think I should bake something, but since I want to forget my many baking failures, I haven’t made anything yet, and I’m thinking, I might not at all. Besides, the apples look adorable just as they are, on the table and in the bowl – a perfect fall table centerpiece.

Jabłek mamy w bród… nawet w śnie widzę jabłka. A to, ponieważ spędziliśmy wczorajszy ranek w pobliskim sadzie w dolinie rzeki Fraser i nazbieraliśmy ich więcej niż jesteśmy w stanie sami zjeść. Chyba powinnam coś z nich wypiec, ale moje ostatnie piekarskie fiaska powstrzymują mnie, i prawdopodobnie na zamiarach się skończy. I dobrze, bo prezentują się godnie w takiej formie w jakiej są, w misce, na stole, jako idealna, sezonowa dekoracja.

Falling for Fall

I never thought I’d say this, but fall this year is surprisingly pleasant. Enchanting even. The warm and sunny weather has plenty to do with this pleasantness, and though it’s raining cats and dogs here since yesterday as we welcomed the first fall storm, I’m still excited about these tremendously coloured leaves I’ve been picking up like a school girl on a recent walk with A. You may say, I’ve just matured enough to appreciate this time of the year. During my latest trip to the Farmers’ Market, I overheard one couple’s conversation how they weren’t going to buy any apples there, as they were heading to Okanagan this weekend and I instantly thought we should do that, too. After all, Okanagan is the British Columbia’s orchard and why wouldn’t we go there to do some good old apple picking. I think we should! And you should, as well, or tell me, at least, what activities you enjoy when fall arrives?

Nie przypuszczałam nigdy, że będę w stanie kiedykolwiek wyrazić sentyment, że cieszę się z nadejścia jesieni. A jednak, bo jesień mamy w tym roku wyjątkowo przyjemną. Powiem nawet, uroczą. Piękna, słoneczna pogoda przyczynia się znacznie do takiego stanu rzeczy i chociaż dzisiaj leje jak z cebra, bo przywitaliśmy właśnie naszą pierwszą jesienną ulewę, to kolory liści zebranych przeze mnie na spacerze z A. fascynują mnie bez końca. Chyba wreszcie wydoroślałam na tyle, że zaczynam doceniać tę porę roku. Podczas ostatniej wizyty na zielonym rynku, podsłuchałam rozmowę pewnej pary, jak przypominali sobie, żeby nie kupować jabłek bo w weekend jadą do Okanagan zbierać jabłka prosto z sadu. Natychmiast pomyślałam, że trzeba nam uczynić to samo. I czemu nie, Okanagan przecież uważany jest za farmę i sad Kolumbii Brytyjskiej i znaleźć się w sadzie w ciepły jesienny dzień z jedynym zadaniem, żeby wypełnić koszyki jabłkami, wydaje się dość przyjemnym zadaniem. A jakie jesienne plany na weekend są w Twoim kalendarzu?

Last Summer Weekend

If you didn’t know, this IS officially the last weekend of the summer. Next week, on September 23, the equinox will push us over into fall and by what I’ve heard today about the weather prognosis for the Pacific Northwest for this fall and winter, it’s going to be a long and cold ride. So grab a bunch of flowers while you still can and have yourself a very happy, colourful, and relaxing weekend. Hugs to All!

Jeśli jeszcze nie słyszeliście, to wiedzcie, że ten weekend jest ostatnim letnim weekendem tego roku. W przyszłym tygodniu mamy już zrównanie dnia z nocą i oficjalnie wkroczymy w ten ciężki do przetrzymania sezon jesienny. Prognozy na jesień i zimę dla Północno-Zachodniego Wybrzeża przewidują długą i zimną zimę. Zatem szybko zakup bukiet jakichś ślicznych jesiennych kwiatów, póki jeszcze kwitną i spraw sobie weekend pełen radości, kolorów i wypoczynku. Usciski!

You Say Heirloom, I Say Tomato

Have I ever told you that tomatoes are my absolutely most favourite thing (either fruit or vegetable – your choice) to eat. I readily eat them in all shapes and forms, preferably raw, like you’d eat an apple. Tomato salads are the very close second on my favourite-foods-to-eat list. Well, you get the idea, I love tomatoes. No surprise then that I’m writing today about tomatoes. But heirloom tomatoes? What are they? Apparently, it’s a war. A war waged between uniformity and diversity. Somewhere, somebody, sometime in the 1950′s thought that people of the world prefered tomatoes to be of one size, one colour, and one shape. This is how our familiar greenhouse tomato was created (engineered) – unblemished and flavourless. Thankfully, in the 1970′s, humans vaguely recalled that a tomato once was a tasty treat, a summer delight, really. So these smart people found tomato seeds from before the 1950′s and they revived a real tomato, a heirloom tomato. Thank you very much. The same tomato that grew freely in gardens of my childhood and still happily grows, from that old seed, in most of the rural Europe – only in season, mind you, but exactly how the mother nature intended.

Czy wspomniałam może kiedyś, że pomidory są zdecydowanie najulubieńszym moim warzywem, nie, moim najulubieńszym owocem. Jem je jak popadnie, najchętniej surowe, jak jabłko. Sałatka pomidorowa jest druga na liście, ale już starczy. Ustaliłam, że uwielbiam pomidory. Tymczasem, w Ameryce wszyscy szaleją na punkcie pomidorów typu “heirloom”. Nie wiem nawet jak to przetłumaczyć – pomidory z dziedzictwa??? Aktualnie trwa tutaj pomidorowa wojna między jednolitością a różnorodnością. Kiedyś dawno, ktoś, gdzieś w 50-tych latach zdecydował, że ludziom na świecie potrzebne są pomidory o jednakowym rozmiarze, kolorze i kształcie. Tak też powstał znany nam pomidor szklarniowy – bez skazy i bez smaku. Na szczęście, jakieś 20 lat później, ludzie zaczęli przypominać sobie, że kiedyś istniały pomidory pachnące i rozkoszne w smaku. Zaczęli więc szukać starych nasion i w ten sposób przywrócili do życia prawdziwego pomidora, tego z dziedzictwa, który tutaj, w Ameryce, jest rzadkością i dość drogą przyjemnością, a który rósł zawsze w ogrodach mojego dzieciństwa, i nadal szczęśliwie, co roku, w Polsce wyrasta – latem tylko, tak jak matka natura przykazała.

Time for Some Newness

And this newness comes in the form of my brand spanking new blog header. I’ve been rumbling a tad too much of summer recently, the thoughts of vacations sweetly lingering in my mind, unperturbed by folks trying in the earnest to bring me to my autumn-centered senses. Unfortunately, my resistance started weakening when driving back home from Seattle yesterday. I saw maple trees turning brilliant yellow and red in a hurry. I took it as a sign of the imminent change of the seasons, and to celebrate the transition, I’ve come up with the header above to evoke in you happy feelings of fall – the aromas of baked breads, the sounds of rustling leaves, the colours of fall flowers.

Nadszedł czas na zmianę. Tę zmianę postanowiłam naznaczyć nowym nagłówkiem na blogu. Ostatnio dużo mówiłam o lecie, chyba ciutkę za dużo, ale lato nadal radośnie tkwiło mi w pamięci i nie poddawałam się wysłuchując rozsądnych opinii o nadejściu jesieni. Niestety, ten mój opór musiał w końcu opaść z sił. Wczoraj, wracając z Seattle, już nie mogłam dlużej ignorować faktu, że jesień nadchodzi, bo liście na klonach robią się żółte i czerwone w pośpiechu. Przyjęłam to jako znak, że i w moim życiu jakaś zmiana powinna nastąpić i nowy nagłówek byłby ostatecznym dowodem dobrej woli w tym kierunku z mojej strony. Mam nadzieję, że łagodnie wprowadzam Was w te jesienne nastroje – aromatem pieczonego chleba, szeleszczącymi liśćmi, kolorami jesiennych kwiatów.

Summery in Seattle

The late summer feeling continues, this weekend, in Seattle. We came here to see Eliane Elias performing in the Jazz Alley club and to visit with friends. The “living” continues to be “easy”, the weather remarkably stays as if we still were in the height of the summer season, the soothing Brazilian sambas play in the background, while we catch up with friends on all what’s been going on in our lives, reminiscing about the summer voyages and visits to the old country. All this talking brought me to remember this picture from last year taken on the oxbow lake of the Odra River – so green, so summery.

Letnie nastroje trwają, tym razem, w Seattle. Przyjechaliśmy na koncert Eliane Elias w klubie Jazz Alley i przy okazji odwiedzić znajomych, których już nie widzieliśmy dwa lata. Życie w ten weekend nadal toczy się gładko, pogoda niezmiennie jest jak w środku lata, łagodne samby brazylijskie pogrywają sobie w tle, a my nadrabiamy zaległości towarzyskie, wspominając letnie podróże po Polsce. Te rozmowy spowodowały, że przypomniałam sobie to zdjęcie z zeszłego roku zrobione w Bojadłach na starorzeczu Odry, w pełni lata, w totalnej letniej zieleni.

Still Feels Like Summer

There is absolutely no trace of fall where I live. And I couldn’t be happier. The temperatures in low 80′s make life easy, sun-dressy, and blissfully outdoorsy. Hope this gorgeousness to last till Christmas.

Nie widać jeszcze u nas jesieni, i chyba nic mnie nie może bardziej ucieszyć. Jest cudnie ciepło, bo codziennie dochodzi do 27º C, nadal noszę letnie sukienki i codziennie spędzamy godziny na dworze. Oby tak do Świąt!

Related Posts with Thumbnails