Archive for April, 2011...

Happy Weekend!

Well, I hope you’re more than ready for one lovely weekend. I’ll be sending you off for the two days of fun and enjoyment with this impromptu bouquet of desert wild flowers picked up in the wash in front of the house. I have no clue what these flowers are. If you do, drop me a line, all right?

Mam nadzieję, że już wszyscy są gotowi na wiosenno-letni weekend. Te polne pustynne kwiatki niech będą zachętą do dwóch dni spędzonych w radości i beztrosce. Zerwałam je przed domem, ale pojęcia najmniejszego nie mam jak się one nazywają. Jeśli wiecie, to dajcie mi znać. Miłego weekendu!

Nesting

What do you think of this picture I took on the walk this morning of a humming bird sitting on its nest? By pure luck I spotted this tiny creature nervously flying above the palo verde tree I was approaching. When it finally landed, I realized it sat in the smallest of the bird nests I’ve ever seen. I scooted out of his realm as quickly as I came, but not before I snapped a picture or two.

Jak Wam się podoba zdjęcie kolibra wysiadującego jajka w gnieździe, które udało mi się zrobić na porannym spacerze? Łut szczęścia sprawił, że spostrzegłam to maleństwo nerwowo fruwające nad palo verde, do którego się zbliżałam. Gdy w końcu wylądował na drzewie, okazało się że siedzi w miniaturowym gniazdku, najmniejszym jakie kiedykolwiek widziałam. Sądząc po jego bacznym obserwowanie każdego mojego ruchu, wiedziałam, że chce żebym się usunęła z jego królestwa czym prędzej. Kilka zdjęć, i tak też zrobiłam.

Herb-ivorous

That, we are for sure. Feeding on plants – mostly, and feeding on herbs – always! Especially during summer, but here in the Southwest, it’s already summer and our huge green pot of herbs that we planted in March appears even huger, greener, and astoundingly gorgeous, bearing us these herb sprigs, begging for some serious cooking to happen.

Ziołożerni, tak, z pewnością jesteśmy. Przeważnie spożywamy rośliny, ale zawsze przystrajamy danie ziołami. Latem, można powiedzieć, żywimy się ziołami a reszta jedzenia służy jako dodatek. Tutaj, w południowo-zachodnich Stanach, ponieważ lato już zawitało, więc nasza ogromna, zielona donica, którą obsadziliśmy ziołami w marcu, wydaje się jeszcze ogromniejsza, jeszcze zieleńsza, i cudna nie do opisania. Rosną w niej obficie zioła wielu gatunków i proszą się, żeby coś ugotować.

A Walk in the New Neighbourhood

The Vancouver Canucks, the hockey team we stay loyal to despite the many recent heartbreaks, has lost another game in the Stanley Cup series and I honestly couldn’t take the tension. Instead of biting my fingernails off in front of the TV and listening to A.’s complaints about lousy referees, I took off for a walk in our new neighbourhood in Queen Creek, Arizona. I’ve been admiring the slender beauty of the palo verde tree for a long time with its green barkless trunk, but I’ve never known how gorgeous it looks when it blooms. Well, I’ve had no idea it bloomed at all, until today that is. The flowers transformed the whole neighbourhood into a yellow-carpeted posh scene. It looks really lovely, even the desert cottontail rabbit likes it.

Drużyna hokejowa z Vancouver, Canuks, której to jesteśmy wierni mimo wielu zawodów ostatnio, przegrała kolejny mecz w serii o Puchar Stanleya, a ja nie mogąc znieść tego hokejowego napięcia, i zamiast obgryzać paznokcie w stresie i wysłuchiwać jak A. złorzeczy na sędziów, wyruszyłam na spacer po naszym nowym sąsiedztwie w Queen Creek, w Arizonie. Już od dawna podziwiałam uroki drzewa palo verde (“zielone drzewo” po hiszpańsku), bo jego zielony, bez-korowy pień wygląda doprawdy egzotycznie. Czego nie wiedziałam, to to że palo verde kwitnie cudnie i obleczone jest ogromną liczbą złoto-żółtych kwiatów, które spadając przyzdabiają ulice puszystym złotym dywanem. Wygląda to ślicznie, z czym zgadzają się też lokalne pustynne króliki (ich nazwa w dosłownym tłumaczeniu z angielskiego brzmiałaby “Bawełniany Ogon”). Faktycznie, gdy ten ze zdjęcia postanowił w końcu przestał mi się przyglądać i pokicał w swoją stronę, to od tyłu wyglądał jakby mu ktoś przykleił bawełnianego kwiatka do pupy.

Easter, Naturally!

Or perhaps, Easter naturally, because I’ve dyed eggs naturally, using only God-given ingredients. The process was slightly more complicated than I anticipated and I wasted plenty of eggs just learning how to do it. Hopefully, the next year’s Easter egg dyeing will be significantly easier. I had fun though. The girlfriends participated and helped, but the eggs needed lots of time to absorb the pigments, so the friends went home empty-handed, but I instead had enough eggs to photograph. I will experiment with a few more soak combinations next year, but the basic dyes are right here on the picture. You can mix and match to your heart’s desire. Happy Easter, Everyone! I hope you’ll have blissful time and that the spring has finally arrived into your corner of the world.
We’re in Arizona again, experiencing rather summer temperatures than the spring ones, but I’m not complaining. Make sure these few days free of work count and they are also free of worries and are plenty restful.

Wielkanoc ekologicznie, bo wyprodukowałam Wielkanocne jajka pofarbowane tylko i wyłącznie naturalnymi barwnikami. Tak więc użyłam, obowiązkowo łupinek z cebuli, buraków, i czerwonej kapusty, ale również kawy, jagód i kurkumy. Proces okazał się być znacznie bardziej skomplikowanym niż oczekiwałam, marnując znaczną liczbę jajek. Mam nadzieję, że farbowanie w przyszłym roku będzie o wiele łatwiejsze. Mimo wyzwań, zabawy było dużo. Koleżanki, które pomagały poszły do domu z pustymi rękami, bo jajka musiały swoje odleżeć we wszystkich poszczególnych kąpielach. Na koniec zostałam sama z tymi wszystkimi jajkami, więc wypadało je obfotografować. Mam nadzieję poeksperymentować jeszcze z kombinacjami kolorów, ale póki co to życzę wszystkim Zdrowych i Wesołych Świąt Wielkanocnych, żebyście spędzali tych kilka dni wolnych od pracy w spokoju i radości z wiosny, która wreszcie nadeszła.
My siedzimy ponownie w Arizonie i temperatury tu bardziej letnie niz wiosenne, ale oczywiście nie narzemkamy z tego powodu.

Flower Therapy

Having received a huge bouquet of freshly cut flowers from M’s garden, I can’t help but to indulge in their beauty and restorative powers. Is there such a thing as flower therapy?

Otrzymawszy ogromny bukiet świeżo ściętych kwiatów, nie czynię nic innego, tylko oddaję się ich urokowi napawam się ich energią. Czy istnieje coś takiego jak terapia kwiatowa?

One Blue Spring Flower

Well, again, I have rather prosaic stuff to share with you. The week was perfectly uneventful, but I still struggled for time to do all I wanted, or planned, or I thought I needed to do because it felt like it mattered. At the end I did little, mostly stuff that makes no difference, whatsoever. But, but, an event I was really looking forward to was the get-together with my “international” girlfriends. I think I’ve mentioned this group before. I’m convinced, if we’ve searched one another on purpose, we would have never met. But how life often has it, circumstances arise just because, and the four of us met at school, each one of us making brand new plans for our futures, attempting to escape the pasts. I won’t get into any more detail here, as I need to get the clearance for sharing this stuff before I start announcing here our heart-deep desires, hopes, and phobias to the world. Suffice to say, since we met, we’ve kept in touch and somehow, without any special effort or planning, every get-together we make to happen is the most spontaneous, incredibly invigorating experience. I think I could mention that the women I’m meeting come from the most incidental of the backgrounds- another Polish, a German, and a Brazilian. Somehow, we make it work and every time we meet, we strive to find similarities rather than the differences in the cultures we come from. Often it seems to me, the world would work much better if this very principle that the four of us incorporate without fail every time we meet, was the standard operating procedure for the whole of the humanity. Well, I’m sure, one of these days it’ll become just that. But in the meantime…, I’ll just explain the flower you see in the image below. I thought I wanted to shoot a background lighting scene with the blue spring flower. I had no idea what it could be until I came across this beauty at school I work at. I even considered picking up some of these flowers from the school grounds, but my conscience stopped me. Wouldn’t you know that Karma was going to reward me for this kind act of mine and when the friends came over for the evening last night, they presented me with a huge bouquet of flowers, freshly cut from M’s garden. Among the flower bounty sat a bunch of the muscari, the very flower I wanted to steal from the school. So at the end, I didn’t have to resort to unlawful behaviour, but the intentions were fulfilled, nevertheless. I’d like this happening to me every day, wouldn’t you?

Ponownie, mam raczej niewiele do zakomunikowania. Cały tydzień minął bez większych wydarzeń, ale nadal brakowało mi czasu na spełnienie wszystkich zadań, które chciałam wykonać, lub które sobie zaplanowałam, albo te które wydawały się istotne. W efekcie zrobiłam niewiele, głównie rzeczy nie mające większego znaczenia. Ale było jedno zdarzenie, którego wyczekiwałam z niecierpliwością, mianowicie spotkanie z moimi międzynarodowymi koleżankami. Myślę, że kiedyś już tę grupę wspomniałam. Przekonana jestem, że jeślibyśmy się szukały z intencją, to byśmy się nigdy nie spotkały. Ale życie często się tak układa, i przypadki się zdarzają, tak i my spotkałyśmy się w szkole przypadkiem i tak samo przypadkiem przypadłyśmy sobie do gustu, każda z nas z nową nadzieją na przyszlość i z zamiarem zapomnienia jakiegoś etapu naszej przeszłości. Nie wyjawię więcej szczegółów związanych z marzeniami, nadziejami, czy też fobiami, jako że wyjawnienie tych szczegółów wymagałoby zezwolenia od zainteresowanych. Wystarczy, że powiem , że ilekroć się spotykamy, to bez większego wysiłku, udaje nam się zachować spontaniczność i żywiołowość, a wszystko to bez specjalnego planowania. Jest nas razem cztery, jeszcze jedna Polka, Niemka i Brazylijka i zgrabnie udaje nam się koncentrować na podobieństwach wynikających z naszych kultur, an nie na ich różnicach. Jestem pewna, że cały świat funkcjonowałby o wiele lepiej, gdyby tylko przyjął taką właśnie metodę operowania. No może kiedyś tak i będzie. A teraz o kwiatku widocznym na zdjęciu. Bardzo chciałam zrobić zdjęcia z niebieskim wiosennym kwiatkiem podświetlonym od tyłu, ale nie wiedziałam co to za kwiatek mógłby być, aż natknęłam się przypadkowo, na dokładnie to co sobie wymarzyłam, ale niestety, na szkolnym trawniku. Poważnie brałam pod uwagę zerwanie tych szkolnych kwiatków, ale sumienie mi na to nie pozwoliło. Pojęcia nie miałam, że Karma miała mnie już zaraz wynagrodzić za to godne zachowanie. Gdy moje przyjaciółki zjawiły się wczoraj u mnie w domu, zafundowały mi ogromny bukiet kwiatów, świeżo zerwanych z ogrodu M. Nigdy bym nie zgadła, że pomiędzy dziesiątek kwiatów w wielu odmianach, miałam wkrótce znaleźć dokładnie ten sam kwiat, który wcześniej był przedmiotem potencjalnej kradzieży – szafirek. W efekcie dostałam to co chciałam bez uciekania w nielegalne akcje. Byłoby cudnie, gdyby życie tak działało za każdym razem.

Thank You, Friends!

Thank you for the kind messages and your tremendously supportive words and encouragement. Your good nature, humour, and understanding, all got me through my blogging hump. Thank you for your faithful coming back to Majology day after day – I’m very humbled by this realization. This bouquet of dusty pink tulips is for you – You Are The Best!

Dziękuję bardzo za miłe maile i nie do opisania wsparcie i zachęty, które to moje wcześniejsze borykanie się z myślą o porzuceniu blogowania wywołało. Wasze zrozumienie, humor i łagodność pozwoliły mi przetrwać ten mój blogowy kryzys. Jesteście marzeniem każdego blogera, a ja jestem niezmiernie zaszczycona, że decydujecie wracać właśnie tutaj, do Majologii. W podzięce, ten oto bukiecik popiołowo-różowych tulipanów.

Related Posts with Thumbnails