Archive for December, 2010...

Merry Christmas and the Ripening Grapefruit

We’ve traveled to Phoenix and found ourselves in this amazing city to celebrate Christmas in the desert. Exciting as it sounds, it doesn’t even begin to express all the wonder we’re experiencing. I’m still struck by how our lives turned the course, how all of the sudden, everything looks, smells, and feels different in this most familiar of the seasons. The most wonderful of the feelings is the realization that we’re not on vacations, renting this exotic place, but we live here now, and if all goes as planned, we’ll spend every Christmas here from now on. This is such a comforting thought. To add sweetness to this all, F. flew from Vancouver and is spending the Christmas week with us. I can’t think of the more perfect Christmas time than this. So, if you consider all the reasons above and, on top of this, you factor in the sweetest Navel oranges that grow here in the season and the grapefruit that are just coming to their perfect ripeness state, you can easily say this is the Very Merry Christmas I was hoping for. Now, I wish you all the very same – the peace, the love, the joy.

Szczęśliwie dotarliśmy do Phoenix w Arizonie. Odnajdujemy się powoli w tym fascynującym mieście spędzając pierwsze Święta na pustyni. Brzmi to nad wyraz ekscytująco, ale prawdę mówiąc, nie oddaje to w namiastce wszystkiego co czuję. Nadal tkwię w takim oniemieniu, dziwiąc się jak to się stało, że nagle nasze życie przyjęło jakby inny kurs i jak to się dzieje, że wszystko dookoła wygląda, pachnie i czuje się tak inaczej, mimo że jest to czas na Boże Narodzenie, te święta które są najbardziej w nas zakorzenione i zwykle wszystko z nimi związane jest takie swojskie i tradycyjne. Najbardziej cieszy mnie to, że jeśli wszystko potoczy się tak jak to planujemy, to bedziemy tutaj spędzać już wszystkie następne święta. Jest to, naprawdę, radosne uczucie. F. doleciał do nas z Vancouver i spędzamy świąteczny tydzieć w trójkę – “doskonałość” to jest słowo, które ciśnie mi się na usta, by opisać stan ducha jaki mi towarzyszy. Gdy dodasz do tego najsłodsze pomarańcze Navel, które akurat teraz są tutaj w sezonie i grejpfruty dojrzewające powoli, to bez wahania możesz powiedzieć, że to są te Wesołe Święta, na które miałam wielką nadzieję. I Tobie też życzę dokładnie tego samego – Spokoju, Miłości i Radości.

Guest on Stagetecture

Today, I am honored to be the guest blogger on Ronigue Gibson’s website.  Ronique is the founder of Stagetecture, the ultimate source for your home and household-related needs.  Whether it’s architectural, or interior design, simple home organization and declutter, or any life-style questions and challenges you might face, Stagetecture is the place to find the answer.  Stagetecture has a line-up of exciting Holiday topics and Majology was invited to share in the pre-Christmas fun.  I was happy to unveil to the world the wonderful Polish tradition of the Christmas wafer.  Just go to Stagetecture and check it out.

Dzisiaj mam zaszczyt goszczenia na stronce należącej do Ronique Gibson. Ronique jest autorką i fundatorką Stagetecture, czyli stronki “wszystko o domu”. Na każde pytanie w kwestii architektury, dekoracji wnętrz, zwykłych porad organizacyjnych, czy po prostu stylu życia, Stagetecture ma odpowiedź. Ronique przygotowała całą serię ekscytujących tematów związanymi ze świętami, zaprosiła więc też Majologię na uczestniczenie w tej przedświątecznej zabawie. Niezwykle ucieszyło mnie to zaproszenie i wykorzystując okazję, postanowiłam podzielić się ze światem naszą wspaniała świąteczną tradycją wigilijnego opłatka. Podąż za tym linkiem na Stagetecture i zobacz sam(a).

A Year that Went By

Today marks a certain date on my calendar.  Exactly a year ago I wrote my first blog post.  Majology was created and I had no clue as to what it meant to have and write a blog.  I might be a tiny bit wiser today, but still have no definite knowledge as to whether it was a smart or a dumb choice.  The judgment like that just makes no difference.  I take lots of inspiration and pleasure from this simple fact that I can write about what stirs my heart and as there may, or may not be readers there to second and reinforce the thoughts I share, the fact of the matter is that I have met enough of you, who find a bit of truth in what I rumble about, and who come back for more.  This turns my wheels like nothing else, believe me.  I have met so many inspiring people through this venue, got introduced to superb blogs, which I read daily now, got plenty of encouragement in my attempts at photographing the life around me, am able to follow my own sense of style, taste, and colour, and best of all, I made close friendships with so many.  Could a girl ask for more?

So before I turn away from the screen and share a celebratory glass of wine with A., I’ll tell you what this past year meant to me:

  • I started a blog and found new friendships;
  • in February, I got a job that I’m able to enjoy again;
  • I spent three summer months in Europe with A. on a dreamy vacation;
  • we bought a new house in December and gleefully made it our winter vacation retreat;
  • I received an invitation to be a guest blogger;
  • I learnt never to stop feel gratitude for what I have.

This was a wonderful year that went by!

9-ty grudnia stał się ważną datą w moim kalendarzu. Dokładnie rok temu napisałam pierwszy blog. Powstała wtedy Majologia, a ja nie miałam pojęcia co to znaczy utrzymać blog. Być może jestem odrobinę mądrzejsza dzisiaj, nadal jednak jednoznacznie nie jestem w stanie stwierdzić czy to był dobry, czy też poroniony pomysł. Tak naprawdę to taka opinia nie ma najmniejszego znaczenia. Majologia pozostaje ciągłą inspiracją, żeby pisać i dzielić się tym co mi chodzi po głowie i przyspiesza bicie serca. I mimo to, że niekoniecznie czytają te moje wywody zastępy ludzi, to jedno jest pewne. Napotkałam tak wiele pokrewnych dusz tutaj, które wracają bo dzielą ze mną punkty widzenia – a to jest wszystko czego mi trzeba, żeby kontynuować. To właśnie tutaj, na Majologii, napotkałam interesujących i inspirujących ludzi, zostałam wyeksponowana na blogi, które czytam namiętnie każdego poranka przy kawie, otrzymuję ciągłą zachętę do kontynuowania moich fotograficznych zapędów, mogę pozostać wierna swojemu wyczuciu stylu, smaku i kolorów, i przede wszystkim, odkryłam wiele nowych przyjaźni. Czego więcej chcieć?

Więc zanim zakończę ten urodzinowy wpis i wypiję lampkę wina z A. za pomyślną przyszłość Majologii, chcę Wam jeszcze powiedzieć co znaczy dla mnie ten miniony rok:

  • zaczęłam blog i odkryłam wiele nowych znajomości;
  • w lutym dostałam pracę, którą ponownie umiałam się cieszyć;
  • spędziłam 3 miesiące latem w Europie razem z A. na wymarzonych wakacjach;
  • w grudniu kupiliśmy dom, który z radościa przekształcamy na daczę w ciepłym klimacie;
  • otrzymałam zaproszenie, żeby wystąpić jako gość w innym blogu;
  • zrozumiałam, że nigdy nie wolno przestać czuć wdzięczności za to co się ma.

Ta rocznica znamionuje rok dobrze przeżyty!

Desert Colours

What can I say to excuse my absence from Majology? That I was busy? That I did not have anything of significance to share? Or that I was lazy? The truth is all of the above. The usual Christmas prep, what almost always motivates me and pushes me to cram a lot of work and projects in, has me off the hook this year, as we’ve decided to spend this Christmas in Phoenix. There will be no seasonal decorations in this house, no Christmas tree, nor there will be the familiar crowd at our Christmas Eve table. But still I tremble with excitement and anticipation and I’m in the most eager of stages to pack the SUV and the trailer and take whatever I can do without in this house and bring it over to the new one. This will be the shedding of sorts as we’ll let more room and light in our regular living quarters here, and will add all this well-utilized and comfortable stuff to our new home in Phoenix. This sounds to me like the best of two worlds. I’d be amiss, if I didn’t admit that I spend a lot of time thinking how I want our Arizona home to look and feel. One of the most essential points in decorating is that the home fits the surrounding, that it becomes the part of its environment. While hiking the San Tan Mountains in Queen Creek, Arizona I collected a few rocks that were showing the local desert colours so beautifully. Right there I knew the answer to the basic colour palette I wanted to use in our new home. What do you think?

Jak mogę wytłumaczyć swoja długą nieobecność na Majologii? Że byłam zbyt zajęta? Że nie miałam nic ważnego do zakomunikowania? Że byłam leniwa? Każda z tych wymówek ma w sobie trochę prawdy. Zwykle o tej porze, rzucam się w wir świątecznych przygotowań. One też powodują, że borykam się z całą masą pracy i świątecznych projektów. Ale nie w tym roku. W tym roku mam odpuszczone, jako że zdecydowaliśmy spędzić święta w Phoenix. Nie będzie więc tutaj ani świątecznych dekoracji, ani choinki, ani też znajomego tłumu przy stole wigilijnym. A mimo to cieszę się niezmiernie na moment, kiedy spakujemy auto z przyczepą i zabierzemy z sobą wszystko to, bez czego możemy poradzić sobie w starym domu, po to żeby wyposażyć nowy. Dużo też myślę o dekorowaniu domu w Arizonie. Wierzę, że ważne jest, żeby dom wkomponował się łatwo w otoczenie, tak żeby był tego otoczenia częścią. Jeszcze bedąc w Phoenix, ruszyliśmy na pieszą wędrówkę w regionalnym parku San Tan Mountains, gdzie zebrałam kilka skałek w tych stonowanych kolorach pustyni. Ta kolekcja natychmiast natchnęła mnie co do dekoratorskiej palety w nowym domu. Jak Wam się podobają te kolory?

Related Posts with Thumbnails