Archive for October, 2010...

Bread Baking Buddies: Broa

I thought, due to time constraints, I would not be able to bake this bread with other Bread Baking Buddies. But the Bread Baking Babes made it look so enticing on all of their respective posts, that I joined in, not sure whether I would make it work on time. Broa is a Portugese corn bread and was chosen by the Bread Baking Babe Elizabeth as the October 2010 bread of the month.  The process seemed simple enough, although it did not escape my attention that the recipe asked for definitely longer fermentation and rising times than what I had expected.  Since I started mixing with the deadline for post submission just mere three days away, half way through the bread baking I knew I was in trouble.  I ran out of time once the first rising was complete.  It was late into the night already and the only sensible thing left to do, was to stick the bread in the fridge and pretend I was incorporating the professional bread baking stage – retarding – into the recipe.  The following day, I only had the afternoon to complete the final proofing stage and bake the bread.  At this point, I did not think the retardation did the bread much good.  It rose fairly well, but it was lazy to start the second rising after all the chilling, and I still had to bake it and take pictures, while the light outside was quickly waning.  I learned this lesson earlier in my bread baking attempts – don’t rush the bread dough, it has the mind of its own, it will be ready when the time comes.  But did I take note?  Unfortunately not.  I slipped this Broa into the oven too soon.  I could tell it responded well to the first wave of heat, but then there was too much of it afterwards and it did not grow much after that.  Oh, well.  The next time will be better, I hope.  After all, I always learn a thing or two when I become the Bread Baking Buddy.  I’ll return to this bread again and, that time, I will grind the corn meal lightly, as suggested by one of the Bread Baking Babes.  I, too, thought the corn meal I got was a tad too coarse for this bread.  I will also start baking Broa early in the morning to allow for all the rising it needs and so I don’t bake the bread for two days and photograph it on the third. Fortunately, the Broa tasted devine.  Heavier and denser than most of the breads I bake, but the taste of corn was definetely its greatest highlight.  It went fabulously well with this fantastic Red Kuri Squash and Root Vegetable Soup.

Ponieważ zbyt późno przyłożyłam się do pieczenia tego chleba, wydawało się, że nie dołączę w tym miesiącu do Pomocników Piekarza. Ale oglądając blogi Bread Baking Babes nabrałam wielkiej ochoty, żeby do tego pieczenia się jednak przyłączyć, mimo że mogłam nie zdążyć na czas. “Broa” jest kukurydzianym chlebem pochodzącym z Portugalii i został wybrany przez jedną z Bread Baking Babes – Elizabeth jako październikowy chleb miesiąca. Cały proces wyprodukowania tego chleba wydawał mi się dość łatwy, aczkolwiek zwróciłam uwagę na zdecydowanie dłuższe czasy fermentacji ciasta, niż te do których przywykłam. Jako, że zaczęłam mieszanie ciasta zaledwie na trzy dni przed upływem terminu wysłania linka do bloga z tym chlebem, już po pierwszym wyrośnięciu wiedziałam, że będę miała zbyt mało czasu. Ciasto wyrosło pięknie, ale niestety była już późna noc, żeby czekać na koniec drugiej fermentacji. Jedyną rozsądną rzeczą jaką można więc było zrobić, to wsadzić chleb do lodówki i udawać, że poddaję go procesowi “uwstecznienia” ciasta, jak to robią profesjonalni piekarze w przypadku kilku chlebów. Następnego dnia ponownie zajęłam się chlebem dopiero po południu, po powrocie z pracy. Należało pozwolić mu ponownie wzrosnąć, upiec go, no i jeszcze obfotografować. Wszystko to, gdy naturalne światło za oknem zanikało z każdą minutą. Wydawało mi się też, że schłodzenie ciasta nie koniecznie pomogło mu, jako że do drugiego wzrośnięcia dochodziło bardzo ociężale. Już wcześniej nauczyłam się, dzięki próbom piekarskim jakie przeszłam, że ciasta nie należy poganiać. Urośnie kiedy urośnie, ale czy przyjęłam sobie to do wiadomości? Skąd! Niecierpliwa, wpakowałam chleb do piekarnika definitywnie za wcześnie. Pierwsze fale ciepła pewnie mu nawet posłużyły, bo zaczął szybko wzrastać, ale niestety, pierkarnik był zbyt gorący, żeby to rosnięcie kontynuował. No cóż! Mam nadzieję, że następny raz będzie bardziej pomyślny. Każde pieczenie chleba gwarantuje jakąś lekcje. Z pewnością, następnym razem, lekko podmielę kaszkę kukurydzianą, tak jak sugerowała jedna z Bread Baking Babes. Ja też uważam, że była ona nieco zbyt grubo zmielona. Również, rozpocznę pieczenie z samego rana by dać chlebowi czas na wyrośnięcie, no i żeby nie piec jednego chleba przez dwa dni i fotografować go dnia trzeciego. Na szczęście, broa smakował wyśmienicie. Jest cięższym i bardziej zbitym chlebem, niż te które zwykle piekę, ale jego kukurydziany smak był jego największą zaletą. Doskonale pasował do tej świetnej zupy z dyni piżmowej i innych korzennych warzyw.

Jeśli zainteresowani jesteście przepisem na broa przetłumaczonym na polski, wyslijcie mi email lub zostawcie komentarz na blogu.

Nasturtia

I welcomed the burst of the hot red-orange and bright green into my home. M. brought me a beautiful bouquet of roses, fuchsia, mums, and nasturtia. And it was this small bundle of the nasturtia that had me staring with adoration. How is it possible that this late, almost fall-time flower can still carry so much of the summer attitude?

Z radością przyjęłam do domu ten ostro pomarańczowo-zielony zestaw. M. obdarowała mnie imponującym bukietem z róż, fuksji, chryzantem i nasturcji. I to te nasturcje sprawiły, że nie mogłam oderwać od nich wzroku. Jak to możliwe, że ten późny, już prawie jesienny kwiat niesie w sobie jeszcze tyle letniego nastroju?

Red & Delicious

How cool is it to receive such a thoughtful, gorgeous, and practical hostess gift? My friend P. brought it to me yesterday when she arrived for the girls night in. None of the apples got eaten, either. I would not approve if it were too happen – too pretty.

Czyż to nie jest nadzwyczajnie miłe otrzymać taki piękny i praktyczny upominek jako gospodyni domu? Moja koleżanka P. przyniosła to wczoraj przy okazji “babskiej” imprezy u mnie w domu. Wszystkie jabłka też ocalały, na których zresztą zjedzenie bym pewnie nie przystała – zbyt ładny jest to prezent.

How I Baked an Apple Cake

I’m not a cake baker.  I have tried to meager results, so my motivation level stays low.  Having said that I should clarify that I adore cakes.  Any baked fare that includes flour, sugar, and fruit (there has to be fruit in, or the cake means nothing to me), gets my attention.  It also gets A’s. attention as he’d rather had me not make it at all, so we didn’t have to eat it, and, as a consequence, watch our hips grow.  He’s entirely missing the point, don’t you think?  Having ignored his comments once more, I ventured into the production of this adorable, very tasty, and very healthy apple cake.  The main reason for it was our trip to the organic grain mill in Chilliwack, B.C. where I got loads of fantastic gluten-free flours – kamut, spelt, quinoa, and brown rice.  The abundance of apples at every turn had definitely something to do with the selection of the cake, as well.  The recipe comes from Kate Gover of Lahloo Tea via Design*Sponge (follow this link for the recipe). The cake’s name is Assam “Chai-der” Apple Cake for the chai tea and apple cider soaking mixture that gives the dried fruit and nuts the distinctive tea flavour.  This cake was definitely loved around here, why don’t you try it?

Nie umiem piec ciast. Próbowałam, ale rezultaty były raczej mierne, więc nie mam motywacji do słodkich wypieków. Zdecydowanie raduje mnie spożywanie ciasta, zwłaszcza upieczonego przez kogoś innego. W zasadzie to każdy wypiek z mąki, cukru i owoców natychmiast przykuwa moją uwage, ale owoce są obowiązkowe. A. ma trochę inne podejście do tej kwestii. On wolałby, żebym w ogóle nie piekła, żebyśmy nie musieli potem się objadać i patrzeć jak poszerzają nam się biodra. Czy taki punkt widzenia może do kogoś przemówić? Ignorując więc ponownie jego komentarze, oddałam się pieczeniu tego ładnie wyglądającego, smacznego i potężnie zdrowego ciasta. Kilka dni wcześniej przywieźliśmy zapas mąk bezglutenowych – z komosy, orkiszowej, kamutowej i z brązowego ryżu – z ekologicznego młyna w Chilliwack. Do tego jabłek jest wszędzie masa w te jesienne miesiące, więc i one wpłynęly na wybór przepisu. A przepis pochodzi od Kate Gover z Lahloo Tea przedstawionej w Design*Sponge. To ciasto nazywa się Jabłecznik “Assam chai-der” dzięki zalewie z czaju i cydru, od której moczone suszone owoce i migdały nabierają charakterystyczego herbacianego smaku. Ciasto spotkało się z dużą aprobatą i domowników i gości, więc zachęcam do wypróbowania.

Składniki:
100 g rodzynek
50 g pociętych migdałów
1 duże jabłko, wykorowane i pocięte w dużą kostkę
350 g cydru grzanego z 5 gramami liści mieszanki herbacianej czaj
250 g mąki orkiszowej
1 łyżeczka proszku do pieczenia
150 g brązowego cukru
1 jajko
1 1/2 łyżeczki cynamonu
1 1/2 łyżeczki gałki muszkatołowej

Sposób przyrządzania
1. Zalej rodzynki i migdały cydrem zaparzonym z czajem. Pozostaw do namoczenia przez noc.

2. Nagrzej piekarnik do 175 stopni Celsjusza i nasmaruj masłem foremkę do pieczenia.

3. Dodaj mąkę, cukier, roztrzepane jajko, jabłko i przyprawy do zalewy z rodzynkami i migdałami. Dobrze wymieszaj.

4. Przełóż ciasto do foremki i piecz przez 1 godzinę i 15 minut, testując czy patyczek wsunięty w środek wychodzi suchy.

5. Wyłóż z foremki do wystygnięcia.

Luscious

I can’t say for sure, but I repeat after a few sources of mine that the summer 2010 was warmer and sunnier in all of British Columbia than any other summer in recent memory.  The warm months are all gone now, so it’s perplexing a bit why the fall continues to be that spectacular.  When we walked to the Cheakamus Lake through the Pacific Northwest temperate rain-forest the weather was actually gorgeous, sunny with blue skies, quite unlike the local, seasonal weather conditions.  Yeah, the temps are mild here all year round, with lots and lots of rain guaranteeing plentiful humidity. When these are factored together, the flora takes off and it grows unencumbered, slowly mind you, but for a very long time. This all shows, believe me, when you walk in one of these forests. You’re immediately dwarfed by giants of the trees – western hemlock, sitka spruce, douglas fir, and western redcedar dominate the space. Their magnificence combined with the smells, the mists, and the luscious greenery create an incredible mood, akin to a fairy tale with a touch of the Jurassic Park added there for good measure.

Podobno, jak moje źródła zeznają, tegoroczne lato należało do najcieplejszych i najsłoneczniejszych w Kolumbii Brytyjskiej odkąd pamięć sięga. Skoro letnie miesiące już za nami, dlaczego jesień kontynuuje ten trend? Gdy w zeszłym tygodniu wędrowaliśmy nad jezioro Cheakamus przez północno-zachodnie wilgotne lasy strefy umiarkowanej w tej części wybrzeża Pacyfiku, pogoda była niewiarygodnie piękna – słońce i niebieskie niebo zupełnie nie przypominały typowej lokalnej aury. Rzeczywiście, klimat mamy tutaj zdecydowanie umiarkowany, z łagodnymi temperaturami, bezmroźny i bez radykalnych upałów. Za to deszcz pada u nas więcej i częściej niż w innych miejscach na ziemi. Ciepło i wilgoć – dwa czynniki, które tworzą idealne warunki dla wzrostu roślinności, powolnego raczej, ale za to przez bardzo długi okres czasu, w efekcie pozwalając jej osiągnąć gigantyczne rozmiary. Widać to po wejściu do tej pacyficznej dżungli. Natychmiast czujesz się jak karzeł przy tych ogromnych drzewach – choina kanadyjska, daglezja, świerk sitkajski i sekwoja dominują przestrzeń w lesie. Ich wspaniałość, w połączeniu z zapachami, mgłą i soczystością zieleni, tworzą bajkowy nastrój, ale taki trochę z posmakiem parku Jurassic.

Reflections in the Water

The weather has basically been stunning these last few days.  The brisk air with lots of sunshine makes you want to get out and walk somewhere. We hit a walking trail in the Garibaldi Provincial Park leading to Cheakamus Lake along the Cheakamus River.   The landscapes are punctuated with colours that only this season brings together in such combinations, rusty yellows and burgundy reds.  The rain-forest itself was so luscious, with moss covering the grounds by acres – just a picture to behold and I’ll share some of them next time. For the time being, I’ll let you “reflect “a little, as these reflections in the water were equally magnificent.

Przez ostatnich kilka dni pogoda wynagradza nam wszystkie poprzednie pogodowe zawody. Powietrze jest rześkie i słońce nas obłaskawia jak jeszcze żadnej jesieni, więc aż korci żeby gdzieś pospacerować. Wyruszyliśmy więc na pieszą wędrówkę nad jezioro Cheakamus wzdłuż rzeki o tej samej nazwie, w Prowincjonalnym Parku Garibaldi. Widoki były niezapomniane, z kolorami, które tylko jesień potrafi razem zestawić – ach te żółtości i te głebokie czerwienie. W środku lasu z zachwytem podziwialiśmy puszyste mchy pokrywające wielkie połacie ziemi – podzielę się tymi widokami przy następnej okazji. Tymczasem tutaj kilka obrazków z odbiciem w wodzie – natura jest najlepszym malażem.

Something About Windows

I might have mentioned it once or twice here, how I kept photographing doors and windows during our recent voyages in Europe. I’ve also confessed in the past my love of things that survived the hardships of time. Items that look lovely aged just because their workmanship is exceptional and no wear and tear can lessen their beauty. These pieces exude the charm that only well-aged specimens can. The windows you see here were shot in different countries, some, a few years back, but most of them come from this year trips on Crete, Spain, and France. Looking at this collage brings me back to the wondrous colours, imaginative designs, creative decorations. Each hints at the regional and traditional sensibilities, but also reveals a bit about the decorating preferences of the inhabitants.
What about you? Do you like aged and weathered things. Why don’t you share here what you think?

Już chyba wspomniałam to kiedyś, że podczas naszych letnich wojaży w tym roku, z zamiłowaniem fotografowałam drzwi i okna. Wyznałam też, że zakochana jestem w przedmiotach, które wytrzymały próbę czasu. Rzeczy, które wyglądają pięknie nawet zniszczone. A dzieje się tak dzięki wybitnemu kunsztowi wyrobu, który opiera się czasowi i zużyciu, i pozwala zachować piękno i charakter pzedmiotu. Emanują one urokiem jak tylko pięknie wykonana rzecz potrafi. Okna, ktore widzicie tutaj pochodzą z różnych krajów. Niektóre były uwiecznione przeze mnie już kilka lat temu, ale większość została sfotografowana w tym roku, na Krecie, w Hiszpanii, czy Francji. Przyglądając się temu kolażowi teraz powracają do mnie klimaty tamtych miejsc – zadziwiające kolory, pełne wyobraźni projekty i interesujące dekoracje. Każde z okien ukazuje nie tylko regionalne i wynikające z tradycji wpływy, ale jeszcze zdradza dekoracyjne sekrety mieszkańców.
Czy Ty też lubisz starocie? Powiedz mi co ujmuje cię najbardziej w antykach?

Thanksgiving and Giving Thanks

We love Thanksgiving, we marvel at the food it brings about to our tables, we adore the social side of it with family and friends gathered together.  How come then, we’re shy to explore what stands behind all this holiday admiration?  Why are we not admitting to ourselves that it’s our need for love that brings the family together? That we can’t wait for a day off work because we work more than we play.  That this Thanksgiving dinner seems so special because we’ve stopped making our everyday meals with real, nature-given foods.   But don’t despair, it’s never too late.  Tell your family you love them, thank your friends for their friendship, be playful with the food you’ll cook for them, enjoy the colors and flavours of the vegetables you’re serving on this fall day, and say your thanks out-loud. Really, do that!

The lovely recipe I cooked for our Thanksgiving dinner comes from Ilva of Lucillian Delights.  I love everything she cooks and  adore her talent at food pairing, as in this Beetroot with Pink Pepper and Pine Nuts Vinaigrette side dish.  The only variation from the original, is roasting the beets, instead of boiling them. Many thanks, Ilva, and Happy Thanksgiving, Everyone!

Wszyscy uwielbiamy Święto Dziękczynienia, za wspaniałe jedzenie, którym zastawiony jest stół, za wyjątkowe towarzystwo, które przy tym stole zasiada. Nie zastanawiamy się jednak, co stoi za tym naszym uwielbieniem świąt? Czy aby nie jest to nieumiejętność przyznania się samemu przed sobą, że to niewyartykułowana potrzeba miłości zwołuje ludzi do naszego stołu; że tak cieszymy się na wolny dzień bo pracujemy zdecydowanie za dużo; że obiad w to święto wydaje się taki wyjątkowy, bo już dawno przestaliśmy gotować codzienne posiłki z prawdziwych, przez naturę nam danym produktów. Nie przejmuj się jednak, nie jest jeszcze za późno. Powiedz rodzince jak bardzo ich kochasz, podziękuj przyjaciołom za przyjaźń, nie traktuj gotowania obiadu jako ciężkiego obowiązku, a raczej pobaw się przyrządzaniem kolorowych, smakowitych, jesiennych warzyw i podziękuj na głos za wszystko czym Cię los obłaskawił. Naprawdę, tak zrób!

Bardzo dobry przepis, który wybrałam jako akompaniament naszego dziękczynnego obiadu pochodzi od Ilvy z Lucillian Delights. Podziwiam wszystko co Ilva gotuje, zwłaszcza jej talent łączenia różnych produktów, jak w tym daniu – Buraki z vinaigrette z czerwonego pieprzu i orzeszków piniowych. Jedyne odstępstwo od oryginału polegało na pieczeniu, a nie gotowaniu, młodych buraczków. Wielkie dzięki, Ilva!

Buraki z vinaigrette z czerwonego pieprzu i orzeszków piniowych

Składniki:
1 pęk młodych buraczków (czerwonych, żółtych)
1 1/2 łyżeczki czerwonego pieprzu, lekko roztłuczonego w moździeżu
3 łyżki orzeszków piniowych, lekko przypieczonych na suchej patelni
1 łyżka ładodnego octu (ryżowego, szampańskiego, lub balsamicznego)
3 łyżki oliwy z pierwszego tłoczenia

Sposób przyrządzania:
1. Nagrzej piekarnik do 190C.
2. Odetnij liście od buraków (do zużycia w innym daniu), umyj, obierz ze skórki i przekroj na pół.
3. Ułóż buraczki na blaszce, delikatnie posól i obtocz w małej ilości oliwy. Piecz przez 20 do 30 minut, aż osiągną pożądaną miękkość.
4. Gdy buraczki się pieką, przyrządź vinaigrette, mieszając w miseczce pozostałe produkty.
5. Podaj upieczone buraczki polewając je vinaigrette.

Related Posts with Thumbnails