Archive for June, 2010...

First Impressions

The first few days after a long trip usually pass in a haze. Jet lag, the circadian rhythms affected by the brutal sleep deprivation, mixed in with the beauty of the Old World taken in anew, all contribute to rather slow and, at times, incoherent reactions. But one gets away with all one’s weird behaviours, unsocial at times, as one accustoms once again to the slower pace of life. We’re taking in whatever surrounds us for the moment, settling into the summer house, enveloped in the countryside, experiencing the true summer weather for the first time this year.

Pierwszych kilka dni po długiej podróży ze zmianą stref czasowych zwykle mija jak we mgle. Jet lag, rytmy dobowe organizmu poważnie zachwiane brutalnym brakiem snu, przemieszane z wrażeniami estetycznymi, które ta Stara Europa zapewnia przybyszowi z Ameryki, przyczyniają się do zwolnionych, czasem wręcz, niespójnych reakcji. Ale te zachowania, momentami wręcz nietowarzyskie, uchodzą nam na sucho podczas gdy powoli przyzwyczajamy się do zwolnionego trybu życia. Wchłaniamy wszystko co nas otacza, bez pośpiechu osiedlamy się w domu na wsi, po raz pierwszy doświadczając prawdziwego lata w tym roku.

Two Days Turned Into One

We left Vancouver on Sunday and arrived to our destination on Monday without as much as a minute of darkness outside the plane’s window, or even a few minutes of sleep so desperately needed. But I still marvel at the daze my life has become in the last two days when they melted together and I marvel at the lovely feeling of coming home again.

Wyjechaliśmy z Vancouver w niedzielę, dojechaliśmy do celu w poniedziałek, bez minuty ciemności poza oknami samolotu, czy choćby kilku minut tak pilnie potrzebnego snu. Nadal jednak z podziwu wyjść nie mogę jak dwa dni zlepiły się w jeden, i nadal jestem pełna zachwytu nad powrotem do domu, kolejnym, ale zawsze tak samo z lubością witanym.

Quiet

Perfect advice for someone moving deliberately around the house, with purpose, and strut in her step, packing for a long stay abroad, excited about the adventure, but just feeling quite frantic inside.  Be quiet, stay quiet – let the image be the metaphor.  Ohmmmm!

Bardzo odpowiednia porada dla kogoś, kto z celem i sprężystym krokiem przemieszcza się po domu, kto dzielnie pakuje się na długi wyjazd, kto cieszy się niezmiernie na wszystko co ta przygoda zapowiada, ale w środku, czuje się zdenerwowana i podminowana. Spokój! Bądź cicho! Niech to zdjęcie będzie metaforą.

Happy Endings

Today was the last day of work for me.  Even though, technically, the school year has not officially come to a close yet, it’s closed for me.  So long, I’m off for the entire summer.  This is the happy ending and even a happier beginning of our long summer vacation.  I still will be blogging here.  See you in summer!

Dzisiaj był mój ostatni dzień w pracy.  Tak naprawdę, to szkoła jeszcze jest otwarta do wtorku, ale ja już oficjalnie jestem na wakacjach.  Hurrra!   Takie szczęśliwe zakończenie i jeszcze szczęśliwszy początek wakacyjnej przygody.  Zamierzam nadal blogować, więc do zabaczenia na letnich wakacjach!

The Lavender Series:  English Lavender Hidcote

This is the last of my lavender installments. If you’re sighing in relief – I get it. Today I will talk very briefly, I might add, about the Hidcote lavender. I personally think, it’s the cutest of them all. Fairly small, with compact nature, small flowers and short stalks. But what it lacks in the physical presence, it compensates in the cuteness of the lovely flowers. They are bright violet blue, rather short, but very plump. This lavender was raised by Major Lawrence Johnston in the UK before 1950, and it stays the lavender enthusiasts’ favourite till this day.

To już ostatni odcinek lawendowy na Majologii. Jeśli oddychasz z ulgą, nie ma sprawy, rozumiem.  Dzisiaj przedstawiam, krótko, lawendę Hidcote.  Osobiście uważam,  że jest najśliczniejszą ze wszystkich lawendowych egzemplarzy.  Jest mała, zwarta, z drobnym kwiatostanem i krótkimi łodygami.  Ale co jej brakuje w wielkości, to kompensuje w urodzie kwiatów.  Są one intensywnie niebiesko-purpurowe, krótkie i pękate.  Hidcote została wyhodowana w Wielkiej Brytanii prze Majora Lawrence’a Johnstona jeszcze przed 1950 rokiem i do dzisiaj pozostaje ulubienicą wszystkich lawendowych entuzjastów.

Not Always a Walk in the Park

It’s not always a walk in the park, this waiting out work days, counting them down, wishing they went by faster.  It’s not always a walk in the park to wait until the day of your vacations will finally arrive.  To ease the minutia of this waiting business, A. and I went for a walk in the park on this glorious summery day, the longest day of the year.  As much as we’re eager to leave for Europe, we knew we would have been missing the beauty that this park offers – the wild, the unkempt, the primitive park in the middle of the city, quite a contrast to manicured parks and forests over there. Both are beautiful, but oh, so different.

Tytuł, tak naprawdę, jest raczej nieprzetłumaczalny na polski. Oznacza on mniej więcej, że nie wszystko jest tak łatwe jak spacer w parku. Otóż nie jest łatwe to wyczekiwanie wakacji, odliczanie dni, w które jeszcze trzeba pójść do pracy, marzenie o tym, żeby czas mijał szybciej. Tak właśnie mija mi ten ostatni tydzień przed wakacjami. Jest niemożliwie długi. Żeby przyspieszyć przemijanie czasu (wiem, że będę tego żałować), wybraliśmy się z A. na wieczorny spacer do parku w ten cudny letni dzień, najdłuższy dzień w roku. Mimo, że nie możemy się doczekać tej podróży, to wkraczając do parku już wiedzieliśmy, że szybko będzie nam brakować piękna, które ten park oferuje – ten dziki, z pozoru zaniedbany, prymitywny park w środku miasta. Park, którego nie sposób znaleźć wśród wymanikurowanych parków i lasów Europy. Te i tamte są piękne, ale jakże inne.

Lavender Series:  French Lavender

The most fragile of all lavenders.  Did you know that most lavenders endure frost up to 5F (or -15C).  But not this one.  This is a delicate beauty.  And it’s really different from all others.  Starting with the leaves, toothed and fern-like, to the spikes full of tiny white flowers, topped with gorgeous faint purple bracts.  I like it the most for its eagerness to bloom, sometime in early March, here in Vancouver.  What you see today, is its second blooming, and we might see another one in September.  Isn’t it special?

Francuska lawenda jest najbardziej wrażliwa ze wszystkich lawend.  Czy wiesz, że większość lawend wytrzymuje mróz dochodzący do -15 stopni Celsjusza.  Ale nie ta lawenda.  Ta jest delikatną pięknością.  Do tego jeszcze nie wygląda ona jak żadna inna z lawend.  Począwszy od liści, które są zębowate i przypominają paproć, do kwiatostanów, pełnych maleńkich białych kwiatków, zakończonych imponującą blado-fioletową koroną.  Ale najbardziej lubię w niej to, że jest nadzwyczaj chętna do kwitnięcia.  Tutaj, w vancouverskim klimacie zaczyna kwitnąć już w marcu.  To co widzicie, to jej drugie kwiaty, a możemy nawet zobaczyć ją jeszcze raz w pełnej okazałości we wrześniu.  Czy to  nie jest wybitna lawenda?

Bread Baking Buddies:  Korni

As chosen by the Bread Baking Babe – Lien of Notitie van Lien, I followed her well-written recipe for Korni – the June 2010 Bread of the Month, to actually some amazingly tasty results.  This bread comes from the book by Joe Ortiz “The Village Baker”.  Now, I love dark rye breads, heavy and full of earthy goodies, but I also have baked enough of them to know that they are not your easy riser of the bread.  If I’m to be left with a failed bread it’s usually those grainy, hearty rye breads.  Korni contains soya beans, millet, flax seed – it’s the epitome of the healthy bread for sure.  I’ve joined the Korni bake-off as the Bread Baking Buddy and I love what came out of my oven, honestly.

As usual, even though I studied this recipe carefully, I still started baking missing one ingredient – millet.  I dove into my pantry and I found a 7-grain cereal (bought for the multi-grain bread I occasionally bake) that contained millet among other grains, so I cheated a bit and substitued the millet with the equal amount of the cereal.  All went well throughout the baking.  The bread rose beautifully, baked to honey-golden crunchy crust and moist, heavy, and delicious crumb.  It tasted perfectly topped with some fresh butter and a sliced tomato.  But I also think, it would go great with the heavier fair like saucisson and pickles, or even the Polish “smalec”.
Thank you Lien and all the Bread Baking Babes for the invitation to bake this goodness.

Dołączyłam ponownie jako Pomocnik Piekarza do Bread Baking Babes, żeby piec Chleb Miesiąca – Korni. Ten chleb został wybrany przez Lien z Notitie van Lien, gdzie Lien również umieściła bardzo dobrze napisany przepis na Korni (jeśli potrzebujecie tłumaczenia na polski, dajcie znać). Jestem ździwiona jak smakowity jest to chleb. Oryginalny przepis zamieszczony jest w książce napisanej przez Joe Ortiz “Wiejski Piekarz”. Ja uwielbiam ciemne chleby, takie ciężkie, pełne przedziwnych ziaren i nasion, ale też napiekłam ich wystarczająco dużo, żeby wiedzieć, że nie piecze się ich łatwo. Właściwie, każdy jeden chleb, który okazał się fiaskiem, był takim właśnie ziarnistym cudem. Korni zawiera ziarna soji, proso, siemie lniane – po prostu jest kwintesencją chlebowego zdrowia. Jestem naprawdę pełna podziwu dla tego co dałam radę wypiec we własnym piecu.

Jak zwykle, mimo dokładnego studiowania przepisu, zaczęłam pieczenie z brakującym produktem. Tym razem było to proso. Na szczęście udało mi się je zastapić znalezioną w spiżarni mieszanką siedmiu zbóż, gdzie proso było jednym ze składników. Ta podmiana z pewnością nie zaszkodziła chlebowi, bo wyrósł na pokaz, upiekł się na piękny miodowo-złoty kolor, z chrupiącą skórką i wyśmienitym, ciężkim środkiem. Smakował doskonale ze świeżym masłem i pomidorem, ale wyobrażam sobie, że może być równie doskonały z bardziej treściwymi dodatkami, jak wędliny, czy nawet smalec.
Podziękowania dla Lien i Bread Baking Babes za zaproszenie do pieczenia.

Related Posts with Thumbnails