Play Outside

Go and play outside a little. It’s this delirious time of the year when the green can’t get any greener, the scent of flowers gets to your head and makes you feel oh-so-daring, and the birds sing the sweetest of their love songs. Just go outside, play a little, and watch your soul partake in the dance in unison with the butterflies.

Spędź trochę czasu na zewnątrz. Trwa przecież ten najbardziej oszałamiający okres w roku, kiedy zieleń nie może już być bardziej zielona, kwiaty oblepione płatkami omamiają zapachem i grożą pełnym zatraceniem, a ptaki śpiewają najbardziej miłosne piosenki w repertuaże. Wyjdź na dwór i pobaw się trochę, i zobacz jak dusza przyłączy Ci się do tańczących wokół motyli.

Treat Yourself

Why not? It’s a weekend, at last, it’s time to relax, it’s the perfect opportunity to try these divine sweet treats – the tahini cookies. They are crumbly, dissolving in your mouth, leaving the unmistakable sesame taste lingering on your tongue in their wake. And they are just a cinch to make. Here is how:

Tahini Cookies
Ingredients:
1/2 cup tahini
100 g butter, soft
1/2 cup sugar
2 tsp vanilla sugar
2 cups all-purpose flour
1/2 tsp baking powder
1 TB finely ground coffee

Method:
1. Cream tahini, butter, and sugar.
2. Combine flour and baking powder and add to the cream mixture. Add coffee and mix until combined.
3. Form balls walnut-size, flatten and bake on a cookie sheet (I used a cookie form) for 13 minutes.

Wreszcie weekend! Jest to idealny moment na relaks, na odrobinę dobroci dla siebie i przednia okazja na wypróbowanie tych boskich ciasteczek – z tahini. Są delikatne, kruche, rozpływają się w ustach i zotawiając po sobie boski smak sezamu, powodują, że chcesz więcej. Są też niezwykle łatwe do przyrządzenia. Link pochodzi z Kuchni Alicji, gdzie je znalazłam i gdzie im nie umiałam się oprzeć – Ciasteczka z tahini

Through the Bedroom Window

It was such a lovely Mother’s Day. The idea to celebrate the day picnicking in the park came to me at the eleventh hour. I knew I wanted to take advantage of the fabulous spring weather and not to sit around the table longingly gazing outside. It really worked and everyone expressed similar sentiments, appreciating the downtime with nature, with great company of the close family, with blankets, pillows, freshly baked baguettes, salade Niçoise, and some white wine. I think, all of us had a great time, save the sniffles both of us, S. and I got when the evening settled, but we blamed it on the overzealous plants sending pollen with vengeance after so many days without sunshine. Unfortunately, these were not pollen related sniffles. It’s another miserable cold that got hold of me. The irony is, as I recuperate and recover, getting the bed rest I urgently need, I do longingly gaze outside, through the bedroom window and watch the playful shadows frolicking in the sun without my presence there. Darn.

To był uroczy Dzień Matki. Pomysł, żeby uczcić go na pikniku w parku przyszedł mi na myśl w ostatniej chwili. Tak bardzo chciałam wykorzystać tę wiosenną pogodę, która się u nas wreszcie zadomowiła, a nie z utęsknieniem zerkać za okno, gdy to będziemy uwięzieni w domu, że rzuciłam hasło i wszyscy jednogłośnie przystali. Cieszyliśmy się jak dzieci swoim własnym towarzystwem, beztroskim czasem spędzanym w naturze, z kocem, poduszkami, świeżo upieczonymi bagietkami, salade Niçoise, i białym winem. Myślę, że wszyscy bawili się dobrze, humory dopisywały, no może z wyjątkiem gdy S. i ja zaczęłyśmy kichać i smarkać już dobrze pod wieczór. Nie przejmowałyśmy się tym faktem zbytnio, sądząc, że dają nam w kość kwiatowe pyłki, uwolnione wreszcie w powietrze, po długiej deszczowej wiośnie. Niestety, następnego dnia okazało się, że to nie pyłki, tylko pospolite przeziębienie, które mną ponownie zawładnęło. Ironią losu jest to, że nic innego nie pozostaje mi do zrobienia, jak przymusić się do przeleżenia kilku dni w łóżku, z utęsknieniem zerkając za okno, przyglądając się z zazdrością tym wiosennym swawolom, które dzieją się tam bez mojego udziału.

Love You Mom!

Happy Mother’s Day to our beautiful Moms – Zofia and Barbara – and to all the Mothers in the whole World. Let your every day be as sweet as the sublime scent of the lily of the valley. Love you lots!

Naszym kochanym Mamom – Zofii i Basi – życzę Szczęśliwego Dnia Matki. Chociaż jesteśmy na trochę innym kalendarzu, to oczekiwać możecie ponownych życzeń 26-tego maja. Tymczasem, świętując z amerykańską tradycją, życzę Wam i wszystkim Matkom wszędzie, żeby ten wyjątkowy dzień był tak słodki, jak ten upojny zapach konwalii. Kocham Cię, Mamo!

A Spring Day in May

Since my last report from Sunday, I wasn’t around much. Work, generally, overtook my life to the point that there was no energy to do anything else beside it. Normally, it would be a rather sad state of affairs, but I admit that Sunday walk on Barnston Island kept me going well into the week. I thought I would share some more photos from this enchanting place and I’d say ‘hi!’ to you before the weekend starts. We’re to have summer temps around here and because it’s the Mother’s Day weekend I’m super excited about it. I’ll tell you all about it tomorrow. In the meantime, take note of this Friday evening, of all your work-related challenges left behind, of the promise of the splendid weekend ahead of you, and rejoice!

Nie pojawiłam się tu, na Majologii, od prawie tygodnia. Praca pochłonęła mnie bez reszty, do tego stopnia, że na nic więcej już brakowało mi energii. W innej sytuacji, byłaby to osobista porażka. Na szczęście, wspomnienia z tego niedzielnego spaceru na wyspie Barnston utrzymywały mnie przy życiu i spowodowały, że jakoś przetrwałam cały tydzień. Pomyślałam, że może warto pokazać jeszcze kilka zdjęć z tego uroczego miejsca, no i zdecydowanie powiedzieć Wam ‘Cześć!’ zanim zacznie się weekend. Wreszcie mają u nas zawitać prawdziwie letnie temperatury, a w niedzielę świętujemy Dzień Matki, stąd też ta cała moja matczyna ekscytacja. O szczegółach powiadomię jutro. Tymczasem, nie pozwólcie, żeby ten piątkowy wieczór przemknął niezauważony. Cieszcie się, że wszystkie z pracą związane stresy nie mają istnienia przez następne dwa dni, że wręcz odwrotnie, szykuje Wam się beztroski, wiosenny, majowy weekend i to już jest powód do radości.

Bucolic in the City

I live in a city of almost two and a half million people. Thus, it never fails to amaze me that I can find a bucolic site like the one in the picture just a few kilometers away from where I live. As the scenery always puts me in the best of moods whenever I visit the Barnston Island, I also want to keep its existence my little secret. Judging by the many tired city folks flocking to that little paradise on Sunday afternoon, the secret must be out. To get there you take a ferry, which is no more than a barge pushed by a tug boat. It tirelessly crosses the Fraser River every few minutes, and it’s free of charge, yes, you’ve read it right. Once on the island, you ride, run, or walk a perimeter of the island which amounts to a 10K loop. While doing that, you get lost in the scenery, fields, pastures, and meadows; its smells, its magnificent views of the mountains; and in the zen-like feeling of total relaxation. Aum…

Mieszkam w mieście, które posiada prawie dwa i pół miliona ludzi, a ciągle jeszcze nadziwić się nie mogę, że taką wiejską scenę jak ta powyżej znaleźć mogę o zaledwie kilka kilometrów od domu. Jako że ta bukoliczna okolica wprawia mnie w doskonały nastrój ilekroć trafię na wyspę Branston, to i pragnę trzymać jej istnienie w ścisłej tajemnicy. Sądząc po tłumach zmęczonych miastowych ciągnących w jej kierunku w niedzielę, podejrzewam, że sekret się wydał. Żeby dostać się na wyspę trzeba wsiąść na prom, który właściwie promu nie przypomina, bo jest barką popychaną przez holownik. Przekracza on rzekę Fraser co kilka minut i jest bezpłatny – fakt, który już od dwudziestu lat jest tak samo ciągle jeszcze zaskakujący. Droga obiegająca wyspę, a która ma dokładnie 10 kilometrów w obwodzie jest idealna na przejażdżki rowerowe, bieganie, czy spacery. Ponieważ okolica jest piękna, z całą tą wiejską sielanką, pastwiskami, polami, łąkami, zapachami i widokami gór, to nie trudno o wprawienie się w stan duchowego uniesienia i totalnego relaksu. Aum…

Forget-Me-Not Sunshine!

The Sunday walk was vastly needed, the sunshine was extraordinarily therapeutic. I can’t tell you how bummed out I was by all this rain that kept falling on us. They say that the Pacific Northwest is the one region in America that’s ripe with depressed individuals walking around, and I was starting to think I was on my way to be one of them. But not anymore, I swear, Monday came rolling in with more sunshine and lovely, pre-summer temperatures. And yesterday, doing a 10K walk around the Barnston Island, rewarded me with these sweetheart forget-me-nots. I’m brimming with optimism again and hope you do, too. Have a tremendous start to a new, sunny week. Hugs…

Wczorajszy, niedzielny spacer był ogromnie mi przydatny, a słońce podziałało jak najlepsza terapia. Nie umiem już nawet wyrazić jak przygnębiająco wpływał na mnie ten nieustający deszcz, który spływał po nas przez długie jak katorga tygodnie. Mówią, że ten region Ameryki – Pacific Northwest – czyli Wybrzeże Północno-Zachodnie, gości najbardziej liczną grupę osobników cierpiących na depresję. Już poważnie rozpatrywałam ewentualność, że mogę być jednym z nich. Na szczęście, i ku mojej nieokrzesanej radości, nie tylko niedziela była cudnie słoneczna, ale i poniedziałek przyniósł jeszcze więcej słoneczka i prawie letnie temperatury. Dziesięciokilometrowy spacer wokół wyspy Barnston wynagrodził mnie tymi czarującymi niezapominajkami. Na nowo jestem pełna optymizmu i pozostaję w nadziei, że i Wam szykuje się nadzwyczajny tydzień. Ściskam Was gorąco…

Rain & Repose

Have I complained enough of the rain that we have this spring? The only hint that it’s spring is the luscious greenery outside my window, one and only perk of the gargantuan amounts of rain we get. I followed the cats’ lead and spent the Saturday afternoon on my bed with a Sony reader in hand. Once again, I should learn that giving in, going with a flow, and just plain relaxing is the preferred mode of operation in life. Proving my point is the world basking in endless sunshine this morning. I see a Sunday walk in my cards. Then, in the evening, I throwing a small pizza party to celebrate. Wonna join?

Zazdroszczę Wam wszystkim boskiej pogody w tę Majówkę. Wierzcie mi, nawet w Kanadzie jest o tym głośno. Tymczasem, ja nadal narzekam na nie ustający deszcz. Jedynym znakiem, że wiosna panuje za oknem jest soczysta zieleń, wyłączny atut tego mokrego stanu rzeczy. Wczoraj już dałam za wygraną i podążając za kotami, spędziłam popołudnie w łóżku, z czytnikiem ebooków. Kiedyś może, wreszcie się nauczę, że najlepszą metodą na życie jest stoicyzm, pójście za ciosem, i umiejętność zrelaksowania. Dzisiejszy, niedzielny poranek, już potwierdza ten mój punkt widzenia, bo przebudziłam się do dnia skąpanego w słońcu. W planach jest spacer, a potem ‘pizza party’ na uczczenie. Jesteście zaproszeni!

Related Posts with Thumbnails