
It didn’t take us long to convince one another that it would be fun to spend another vacation together. J. & J., the dear friends of ours, and J. being my wonderful friend since high school, picked the destination and pretty much handled all the details of the trip, so we could arrive at Rethymno on Crete for a week of unforgettable time experienced together. It turned out to be the perfect place to stay – the great hotel, the vibrant town, the most convenient starting point for quite a few trips around Crete that we ventured on in a rented car. Between the four of us and three busy cameras, we’ve got plenty of pictures to share and memories to remember. Sharing this vacation with my best friend adds, it turns out, an amazing dimension to the experience. Thanks J. for your great company!

Nie za długo musieliśmy się nawzajem przekonywać, żeby ponownie wyruszyć na wspólne wakacje. J. i J., nasi drodzy przyjaciele, i J., moja kochana przyjaciółka ze szkoły, zadecydowali o celu tej podróży, zajęli się każdym z nią związanym detalem, i dotarliśmy do Rethymno na Krecie, na tydzień wspólnie doświadczanych, wspaniałych wakacji. Rethymno okazało się idealnym miejscem, z doskonałym hotelem, wpaniałą atmosferą miasta, i do tego świetnym punktem na mapie, z którego wyruszaliśmy na liczne wycieczki. Było nas czworo, z trzema aparatami fotograficznymi, więc zdjęć uzbieralismy mnóstwo do oglądania i pokazywania, jak i wspomnień do wspominania. A do tego czas spędzony z najlepszą przyjaciółką dodaje wyjątkowego wymiaru wakacjom, skąd inąd fantastycznym już samym w sobie. Dzieki J. za cudowne towarzystwo!
Permanent link to this post (265 words, 1 image, estimated 1:04 mins reading time)

We left Egypt without regrets, mainly, because the following day, we were scheduled to board another plane, for another week of vacations, this time on Crete. Funny, how things work out. None of these trips were meticulously planned, but when we flew over Crete on our way back from Egypt, it occurred to me how blessed we were to be able to travel so freely. I was watching the island from thousands of feet above, knowing we would walk its grounds in just a few hours.

Opuściliśmy Egipt bez żalu, głównie, ponieważ następnego dnia mieliśmy wsiąść w kolejny samolot, i spędzić jeszcze jeden tydzień wakacji, tym razem na Krecie. Tak to szczęśliwie nam się złożyło, że nie musieliśmy wkładać zbyt wiele wysiłku w planowanie tych wakacji. Wszystko powoli i łagodnie ułożyło się w jedną spójną całość. Siedząc w samolocie podczas powrotu z Egiptu, zdałam sobie sprawę jakimi szczęściarzami jesteśmy, że możemy podróżować z taką dowolnością. Fajnie było wiedzieć, przelatując nad Kretą, przyglądając się wyspie z wysokości wielu kilometrów, że za kilkanaście godzin bedziemy już po niej stąpać własnymi stopami.
Permanent link to this post (181 words, 1 image, estimated 43 secs reading time)

There are a few things I would change about our trip to Egypt. One of them would be the time of the year to visit. Think winter! Seriously. I adore summer, love hot weather, but the Egyptian summer heat kept us either snorkeling for hours on end, or rendered us immobilized in the air-conditioned hotel lobby – quite wasteful if you think about it. I also longed to confront the sentimental image of the northern Africa I got from books and pictures and this happened on the Hadaba Beach, actually, it was the only place that truly grabbed my heart. It was the snorkeling heaven for many, but for me it was the spot with the coolest café (literally), the beautiful beach carved out from the sandy rock, the emerald water, the shisha smoke in the air, and the most extraordinary beach décor. Just the mood I was hoping for.

Jest kilka rzeczy, które bym zmieniła planując ponownie wycieczkę do Egiptu. Jedną z nich byłaby pora roku na tę wizytę. Zima – tylko i wyłącznie. Uwielbiam lato, kocham upały, ale egipskie skwary sprawiały, że albo przesiadywaliśmy godzinamy w morzu z maskami i płetwami, lub też siedzieliśmy w chłodzonym holu hotelowym – co za marnotrastwo czasu. Marzyłam też o napotkaniu tego sentymalnego obrazu północnej Afryki, takiego jaki znałam z książek i zdjęć i to, nastapiło na plaży Hadaba, jedynym chyba miejscu, które mnie naprawdę ujęło. Hadaba jest rajem dla amatorów nurkowania, ale dla mnie była miejscem z najfajniejszą kafejką, piękną plażą wyrzeźbioną z piaskowej skały, szmaragdowym morzem, zapachem dymu z shiszy w powietrzu i z nadzwyczaj zadziwiającym plażowym wystrojem. Nastrój na jaki miałam nadzieję.
Permanent link to this post (275 words, 1 image, estimated 1:06 mins reading time)

It was so very impressive to find myself at the sight of the pyramids. I was overwhelmed by the enormity of this structural undertaking at ancient times, and equally impressed with the determination of the tourist bureaus to get there today as many tourists as the place can contain. I struggled to take a picture that wouldn’t include a tired tourist in it. And tired we were, being hauled through Cairo and Giza at light speeds and at temperatures that were infinitely exhausting. But… if you think you will wait until the crowds pass to see the pyramids, you might never have the opportunity – the crowds are there to stay. I highly recommend that you go there now, endure what you have, and get fascinated with the genius it took to create this place on earth.

Byłam pod wielkim wrażeniem, gdy znalazłam się naprzeciwko pyramid. Ogrom tego starożytnego przedsięwzięcia budowlanego był dla mnie niemożliwy do ogarnięcia, ale równie wielkie wrażenie wywarły na mnie dzisiejsze wysiłki biur turystycznych, które umiejętnie potrafią przewięźć tam niezliczone ilości turystów. Zdjęcia nie obejmujące twarzy jakiegoś starganego turysty były prawie nie do wykonania. A stargani byliśmy! – przewiezieni przez Kair i Gizę z szybkością światła i w temperatuach ponad ludzkie wytrzymanie. Ale… jeśli myślisz, że przeczekasz te tłumy żeby zobaczyć piramidy, to możesz takiej okazji już nigdy nie mieć, bo te tłumy tam już pozostaną. Polecam gorąco byście jechali tam już dzisiaj, zagryźli zęby i przetrzymali ból związany z dotarciem do Gizy, po to tylko by doświadczyć fascynacji geniuszem, którego trzeba było, żeby stworzyć to miejsce na ziemi.
Permanent link to this post (265 words, 1 image, estimated 1:04 mins reading time)

This is the vacation of many unexpected turns. We didn’t plan it, but we decided on a week’s vacation on Monday and, on Tuesday, we found ourselves in Sharm El Sheikh, Egypt. To say I was mentally unprepared for this emotional and physical stretch, is the understatement. From the extreme temperatures of above 110F that my northern Polish-Canadian spirit doesn’t fathom easily, the fact that one can only function at night, the peculiar role women play in the society, to the very specific relationship between a merchant and the customer. All of the above tested my endurance and pushed the envelope on my sensibilities. But the charm of Egypt is unmistakable – the gorgeous, rich colours, breathtaking coral reefs, and the undisputed, humorous approach to life of its people. I’m glad we’re here.

Te wakacje niosą ze sobą wiele niespodzianek. Nie planowaliśmy za wiele, jednak w poniedziałek zapadła decyzja o tygodniowych wczasach, a we wtorek znaleźliśmy się w Sharm El Sheikh, w Egipcie. Mało jest powiedzieć, że byłam nie przygotowana mentalnie na ten emocjonalny i fizyczny test. Począwszy od ekstremalnych temperatur w granicach 45 stopni Celsjusza, i więcej, fakt, że właściwie funkcjonować można tylko w nocy, poprzez przedziwną rolę jaką spełniają kobiety w tym społeczeństwie, do przedziwnych interakcji pomiędzy klientem i sprzedawcą. Wszystkie te czynniki testowały moja wytrzymałość fizyczną i kłóciły się z moją wrażliwoscią. Ale nie mogę zaprzeczyć, że jednocześnie ulegam urokowi tego kraju – cudowna, bogata kolorystyka, urzekające rafy koralowe i bezwglednie humorystyczne podejście do życia jego mieszkańców. Bardzo cieszę się, że tu jestem.
Permanent link to this post (258 words, 1 image, estimated 1:02 mins reading time)

As it definitely did for Rosemary Tuberosa, the Persian cat that my Mother-in-law so lovingly adopted. I know very few people, with supposed faculties to help them cope with life’s adversities, who adjust to change easily, so I can only imagine this cat’s turmoil. But at the end, both human and feline ability to adjust and survive, conquers every obstacle there is and life goes on uninterrupted again. This will surely be Rosa’s case soon. In the meantime, however, she found her comfort spot in the bedroom while we admire her Persian beauty and proudly glance at her champion’s titles and countless feline achievements and rewards. Welcome home, Rosa.

Życie oznacza zmianę i to jest konkretny przypadek Rosemary Tuberosy, perskiego kota, którego to zaadoptowała mama A. Spośród znanych mi ludzi, jest bardzo niewielu tych, którym przystosowanie się do zmian przychodzi z łatwoscią, mimo że ponoć wyposażeni jesteśmy w mechanizmy, które mają nam pomóc z tymi zmianami sobie poradzić. Wyobrażam sobie, że dla kota, taka drastyczna zmiana jak nowe miejsce, nowi ludzie, jest zdecydowanie bardziej traumatyczna. Na szczęście, przychodzi moment, zarówno w ludzkim jak i w kocim życiu, że wygrywa nasza zdolność do przystosowania i przetrwania, i życie zaczyna ponownie toczyć się spokojniej. Taki, z pewnością, będzie i przypadek Rosy. Póki co jednak, Rosa wyszukała sobie spokojne i przytulne miejsce w sypialni, podczas gdy my podziwiamy jej urodę i dumnie oglądamy jej niezliczone dyplomy i mistrzowskie tytuły. Witamy w domu, Rosa.
Permanent link to this post (242 words, 1 image, estimated 58 secs reading time)

Coming back from the road trip, we were greeted by the news that A.’s mom had decided to adopt a cat. Fond of cats, as we are, we thought this to be a fantastic decision. Not to give her any time to change her mind, we headed to the residence in Nowy Dwór where two ladies breed Bouvier des Flandres dogs, but in reality, any animal will find there a shelter. On arrival, we stood face to face with these incredibly huge, but gentle dogs, but also, we were joined by the group of cats – breeding class champions along with your basic roof top variety, as the formal name of this breeding house is, very appropriately, “Of the Need of the Heart”.

Witając z powrotem w Jodłowie, zastała nas wiadomość, że mama A. zdecydowała się zaadoptować kota. Jako że sami jesteśmy wielbicielami kotów, decyzja wydaje się sluszna. Nie dając jej szansy na jej zmianę, wyruszyliśmy czem prędzej do Nowego Dworu, gdzie dwie panie hodują Bouvier des Flandres czyli “Bouviery”, ale tak naprawdę, to każde zwierzę może znaleźć tam schronienie. Na miejscu przywitała nas gwardia Bouvierów, tych ogromnych, ale niesamowicie przyjaznych psów, razem z grupą kotów – od rasowych medalistów po dachowce, bo hodowla, bardzo adekwatnie, nazywa się “Z potrzeby serca”.
Permanent link to this post (213 words, 1 image, estimated 51 secs reading time)

Three days on the peaceful island of Rügen is enough to trasport us into the most blissful state of mind. Everything is so beautiful here, gentle, and easy-going. We make trips to nearby towns and places of interest – Binz, Kap Arkona, Bergen auf Rügen, or the closest in the area – Putbus. This is the best way to travel – to walk around, to admire the sites, to talk to the locals, and to taste their food. Ah, vacations!

Trzy dni na cichej i spokojnej Rugii wystarczyło by przenieść nas w błogi, wakacyjny stan. Wszystko jest takie ładne, przyjemne i łatwe tutaj. Codziennie wyruszamy na krótkie wycieczki do pobliskich miasteczek i turystycznych atrakcji – Binzu, przylądka Arkony, Bergen auf Rügen, czy najbliższej z miejscowości – Putbus. Ponownie upewniam się w przekonaniu, że to jest najlepszy sposób na zwiedzanie – spacery, podziwianie widoków, rozmowy z mieszkańcami i testowanie ich kuchni. Dobrze być na wakacjach!
Permanent link to this post (156 words, 2 images, estimated 37 secs reading time)